Adobe wywołuje nieporozumienia?

Cały świat już o tym pisał, a potem zachłysnął się swoją plotką i omal nią udusił. Kolejny raz okazało się, że nie ma darmowych obiadów.

Komunikat Adobe dla posiadaczy CS2 oraz starszych wersji oprogramowania z aktywacja zdalna

Tak naprawdę to Adobe niczego nie wywołuje (umówmy się, czasem firmy, jak Adobe, sieją ferment i mnożą znaki zapytania w kwestii licencjonowania, bo jest im to na rękę, tak, ale tym razem Adobe wydaje się być czysty).
Wyraźnie było napisane, jak pokazuje powyższy zrzut ekranu strony Adobe, że z powodu zamknięcia serwerów aktywacyjnych — co pociąga za sobą niemożność używania legalnie zakupionego software — uprawnieni posiadacze mogą skorzystać z nieaktywującej się wersji oprogramowania.
Tyle i tylko tyle, a cała reszta to już, tylko i aż, plotka!

Adobe mógł przeprowadzić tę akcję inaczej. Tak, by zminimalizować możliwość wywołania plotki, którą powielił świat. Na zdrowy chłopski rozum wystarczyłoby poinformować tylko uprawnionych userów…ale:

  • nie każdy uprawniony ma AdobeID,
  • uprawnionych jest o wiele więcej niż może się wydawać, bo uwzględniając prawo do downgrade w wypadku problemu, którego Adobe nie potrafi usunąć w okresie gwarancyjnym, są to także posiadacze oprogramowania z wyższymi numerami,
  • jakiś życzliwy i tak by tę informację z miejsca upowszechnił,
  • z punktu widzenia licencjodawcy nic nie zmienia kanał, którym poinformowano o zmianach, legalny software nadal potrzebuje tzw. „podstawki”, czyli licencji podstawowej. Adobe wyraźnie wskazał, co jest taką licencją podstawową i to jest argument ostateczny.

 

Wszelkie dalsze gdybanie, co Adobe mógł, mógłby… czy powinien był zrobić ze swoim produktem, jest już zachowaniem nie na miejscu.
Gdybając, wkraczasz bowiem na pole zarezerwowane dla twórcy — prawo do rozporządzania swoim utworem. Jeśli nie chcesz wyjść na prostaka nieobytego z prawem autorskim, lepiej porzuć tę drogę.

Czy to oznacza, że nie możesz dyskutować z producentem o jego produkcie lub wskazywać potrzeb i żądać poprawek?

Ależ możesz, tylko twoja pozycja będzie znacznie lepsza, jeśli będziesz uprawnionym do dyskusji. Na pewno uprawnieni są klienci firmy, gdyż są podmiotami umów, na podstawie których stali się klientami.

Dlatego nie dziw się, że Adobe nie rozdał wszem i wobec oprogramowania, które, wbrew obiegowej opinii, wciąż działa. CS2, podobnie jak CS1, świetnie działa nawet na Windows 7/ 8 x64. Trzeba tylko wiedzieć: jak zainstalować i uruchomić.
Owszem, trafiła nam się kiedyś jedna sztuka pewnej firmy produkującej laptopy, na której, wprawdzie, ruszył Illustrator, ale siał BSOD-y, ale sama maszyna niedługo później poszła na przemiał, gdyż była fizycznie uszkodzona (jak się okazało).

 

Praca mareksego z Creamteam Branding & Advertising Design Studio przygotowana na konkurs Adobe, KB i DP

Dla klienta i konsumenta najważniejsze jest w całej tej „aferze”, że wyraźnie pokazuje ona, jak „dobre” i „długowieczne” jest zabezpieczenie poprzez zdalne aktywacje.
Pokazuje, że program żyje dłużej niż możliwość i, co gorsza, chęć producenta do świadczenia dla klienta usługi legalizacji. Porażka.

Pokazuje też, jak krzywdzące jest to zabezpieczenie dla licencjobiorcy w obliczu faktu, że byle smarkacz bez problemu uruchomi skrakowaną wersję programu, podczas gdy legalny user musi wydzwaniać gdzieś po świecie lub czekać do rana, aż „fabryka” uruchomi swój hotline. Są tacy, co mówią, że jeśli nie wiesz, iż programy psują się najczęściej w nocy, nic nie wiesz o branży graficznej i nigdy tu nie pracowałeś.

Nie tędy droga, co zdaje się rozumieć np. Amazon.
Takiej dozy zaufania do klienta i konsumenckiej wolności wyboru nie doznaliśmy nigdzie indziej. Wracając do  Adobe, od jakiegoś czasu firma rezygnuje ze sprzedaży oprogramowania. Na tym polu jest zmuszona szanować prawo autorskie, prawo konsumenckie oraz handlowe i przegrywa tu kolejne sprawy o wyczerpanie znaku i praw autorskich. Nawet właściwe komisje EU zaczęły się przyglądać Adobe i jej polityce, co sprawia, że Adobe stanęła w jednej linii z Microsoftem.
Proponuje zatem sprzedaż usługi udostępniania oprogramowania. Jak Amazon.
Widocznie, liczenie się tylko z prawem konsumenckim i handlowym wychodzi taniej firmie albo daje więcej uprawnień.
Zobaczymy, co z tego wyniknie, oby nie kolejny konsumencki koszmar.

Piszę zobaczymy nie bez kozery, ale wyjaśnię sprawę w przyszłym tygodniu.
Tymczasem wspomnę tylko, że ma to związek z wygraną naszej art director Irenki w konkursie na ilustrację, gdzie firma Adobe była jednym ze sponsorów.
Nie informowaliśmy o zwycięstwie Irenki, art director w Creamteam Branding & Advertising Design Studio? To już informujemy.

_

Czytaj też o zagadnieniach prawnych na blogu Creamteam Branding & Advertising Design Studio:

16 Pingbacków/ Trackbacków