Blogosfera

Ponoć dobrze jest pisać o sprawach blogosfery, a przynajmniej tak zalecają tuzy tego środowiska. I jak to zazwyczaj praktyka wskazuje, z uniwersalnymi radami  i radami mniejszych i większych guru różnie bywa, zdarza się, że są one nieprzemyślane lub wybiórczo skuteczne. Przekonajmy się więc, czy warto jest pisać o blogosferze, zobaczmy, czy w ogóle jest o czym pisać. Oto kilka słów o pisaniu w sieci.

Lepiej jest pracować dobrze mówi Creamteam Branding & Advertising Design Studio

Ponieważ sam piszę bloga od 8 lat (www.creamteam.pl/blog, wraz z archiwum pod adresem www.creamteam.biz/blog), widzę więc, co się dzieje wokół.
Przykładowo, piszących merytorycznie i na temat—jak Jacek Lipski*, Zbigniew Brzeziński** czy Andrzej Ludwik Włoszczyński***—niewielu! Takich jak oni, co znają nie tylko łacinę, a jeśli już, to nie tylko podwórkową, niewielu! Mających coś do powiedzenia, niewielu! Takich z  wykształceniem, potwierdzonym umiejętnością swobodnej wypowiedzi na każdy temat, niewielu!

A znających swój język mniej jeszcze, przy czym, zaznaczam, kaleki językowe żyjące z pisania to absolutnie nieprzyjmowalne dla percepcji zjawisko, przede wszystkim, ale nie tylko, w świecie wszechobecnego czerwonego wężyka, który potrafi odwalić pół roboty za takiego piśmiennego inaczej, wystarczy więc tylko zdolność manualna i umiejętność wyboru z podanego zakresu możliwości.
Mnie także zdarzają się błędy językowe, także pomimo czytania po wielokroć już napisanego przez siebie tekstu, ale ja widzę różnicę między słowami odchylenie i norma, tak jak widzę różnicę między stylem wypowiedzi, interpunkcją i ortografią w jednym a gramatyką.
Nie, nie jestem „nazi grammar” (i nie mylmy pojęć), jestem „wychowankiem” najlepszej redakcyjnej Korekty w kraju, rokrocznie zdobywającej ten zaszczytny laur (tu ukłony i wyrazy podziękowań dla pań Korektorek ze Słowa Polskiego, ale także z Życia Warszawy), więc to ty:

Apel do Autora na Antyweb

Jestem profesjonalistą, to dlatego załamuję ręce nad losem klientów większości pań i panów blogerów, szczególnie z bliskich mi branż z orbity moich zawodowych zainteresowań, bo klient nie musi umieć i znać, dlatego wynajmuje fachowców… lecz to wy, klienci, w ostatecznym rozrachunku zapłacicie za nieumiejętność i niewiedzę reprezentujących wasze interesy domorosłych pisarczyków (od PR po Web Design).
Obyście zapłacili tylko osobistym blamażem, bo przecież może być znacznie gorzej. Wtedy zapłacicie drenażem swoich portfeli i brakiem zainteresowania odbiorców waszym przekazem, komunikatem produktem i usługą.
Zapłacicie za uleganie mirażom, ale także za własną nieumiejętność wyboru swoich reprezentantów, tub i przekaźników przemawiających w waszym imieniu:

[…] z drugiej strony, niektórzy piszą takie bzdury i w dodatku takim językiem… Jestem zaskoczona że ktoś chce to czytać. Na pewno niektóre są ciekawe i można się wzbogacić intelektualnie czytając je, ale nie wyobrażam sobie by jakikolwiek bloger wpłynął na moje osobiste poglądy i opinie o świecie.
Ewa Pasich, na Facebooku

 

Czytałem również—jak i zrobił to Zbigniew Brzeziński—wypowiedź MediaFuna, o której wspomina Zbigniew w swoim dzisiejszym wpisie na Facebooku (oraz komentarze do niej, bo wiadomo, że czytam te ostatnie, także, a jakże!), i też sądzę, że „blogerska” sprawa głównie toczy się już tylko o kasę (jeśli kiedykolwiek, w ogóle, chodziło o cokolwiek innego tej grupie nadąsanych wzajemnie wielbicielek), czyli zarobki dla tej beznadziejnie bezkształtnej masy…
Ideałów w tym nie ma w ogóle, literackich gwiazd wcale, myślicieli to ani jednego… chyba że godnych tej porąbanej epoki pod plastikiem sztuczności na sztandarach!

 

P.S. …a Zbigniew udowadnia starą prawdę, pięknie jest się różnić, gdy ma się z kim:

[…] Po drugie, zgadzam się w znacznym stopniu.
Kiedyś, starszy o parę lat miłośnik ciężkiego grania, objaśniając jakieś zawiłe życiowe prawdy, rzekł:
„to tak jak z punk rockiem. Na początku to będziemy grali na byle czym, byle gdzie i bez pieniędzy.
A później to:
—Na byle czym? Nie: bo to słabo zabrzmi…
—Byle gdzie? Bez sensu: bo mało ludzi przyjdzie…
—A bez pieniędzy to jest w ogóle głupi pomysł!”
I ja tę rodzimą blogosferę tak widzę — od pasji do kalkulacji.
Naturszczyk wskakuje na scenę, szerpie druty i robi to, co mu serce dyktuje. Zawodowiec robi mniej więcej to samo, ale z kalkulacją. Poskacze po scenie, popatrzy po publice, czy jest dobrze, i wtedy np. przegryzie kabel (bo dobrze wie, że ten jeden jest bez napięcia).
Ale mam swoją blogosferę, którą kocham—lubię—szanuję. Piękna jest!
Zbigniew Brzeziński, na Facebooku

_

Dziś, zamiast sterty linków do różnych naszych wpisów, zapraszam do zapoznania się z blogami wymienionych poniżej osób, cennych dla nas, tu, w Creamteam Branding & Advertising Design Studio:

* Jacek Lipski—blog Jacka Lipskiego, marketoida, ale z głową, co napisze o reklamie i o książce do marketingu, zachwyci się też niezgorszym kryminałem.
** Zbigniew Brzeziński—co pisze o marketingu, ale z głową i mądrze.
*** Andrzej Ludwik Włoszczyński—blog o identyfikacji człowieka z Orłem w głowie, co to go szanuje Creamteam Branding & Advertising Design Studio.

8 Pingbacków/ Trackbacków