Diabeł zamieszkał na dworcu?

Jest konkurs. Otwarty, a jakże!
I otwartość ta chyba poszła za daleko.
To już drugi raz w ostatnim czasie piszemy o mleku,
które rozlewa się ciut za szeroko.

Warsaw by mareksy

W licznych opisach prasowych i na stronie STGU dowiadujemy się, od razu, o celach konkursu PKP na znak Dworca Centralnego, które są dość oczywiste jak na konkurs na identyfikację, przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Wiadomo, enuncjacje prasowe sobie… sięgnęliśmy więc do regulaminu konkursu.
W regulaminie też typowo, we wstępie czytamy:

PKP SA ogłasza konkurs na opracowanie projektu znaku graficznego oraz materiałów promocyjno-informacyjnych dla marki Dworzec Centralny.

Nawet nazwa pliku regulaminu sugeruje, że mamy do czynienia z konkursem na identyfikację: Regulamin-konkursu_identyfikacja-Dworca-Centralnego.pdf

Ale co to, jeszcze w tym samym wstępie czytamy w ostatnim zdaniu:

oferujemy możliwość wzięcia udziału w kreowaniu jednego z symboli stolicy oraz współpracę z PKP SA przez okres 6 miesięcy.

Możliwość wzięcia udziału w kreowaniu i współpraca z klientem?!
Zaraz, zaraz, to co właściwie jest nagrodą, jeśli nie wyboldowana (patrz niżej) w reklamach konkursu, informacjach prasowych czy na plakacie promocyjnym kwota 50.000 zł?!

info o nagrodzie w konkursie PKP na stronie STGU

Najlepiej sprawdzić w regulaminie:

1. Sąd Konkursowy przyzna jedną nagrodę główną, którą będzie zaproszenie do negocjacji w trybie zamówienia z wolnej ręki autora wybranej pracy konkursowej. Efektem negocjacji będzie podpisanie umowy o współpracy na okres 6 miesięcy.
2. Wartość nagrody wynosi 50 000 pln netto. Kwota obejmuje nabycie przez Organizatora autorskich praw majątkowych do projektu.

Czytajmy, co jest napisane: przyzna jedną nagrodę główną, którą będzie (1) zaproszenie do (2) negocjacji — (3) w trybie zamówienia z wolnej ręki — (4) autora (5) wybranej (6) pracy konkursowej. (7) Efektem negocjacji będzie podpisanie umowy o współpracy na okres 6 miesięcy. […] (8) Wartość nagrody wynosi 50 000 pln netto.

Przetłumaczmy to na współczesny język prastarych Słowian:

  • nagrodą w konkursie na identyfikację Dworca Centralnego PKP będzie (1) zaproszenie do (2) negocjacji,
  • w trybie zamówienia z wolnej ręki (3),
  • Zwycięzca będzie negocjować (4) autora,
  • negocjowany autor będzie autorem (5) wybranej (6) pracy konkursowej,
  • negocjacje muszą się skończyć — inaczej niż w rzeczywistości, gdzie czasem kończą się niczym — (7) skutkiem, czyli podpisaniem umowy o współpracy na okres 6 miesięcy,
  • (8) negocjowana kwota to będzie 50.000 pln netto.

Czyli zwycięzca dostanie (1) nagrodę-zaproszenie i, o ile spełni sformułowane w zaproszeniu warunki jego użycia (nigdzie nie jest napisane, że zaproszenie nie będzie takich warunków określać), będzie (2) negocjować, w trybie (3) z wolnej ręki, czyli raczej nie z liścia, (4) autora, cokolwiek to znaczy — w najgorszym wypadku samego siebie, ale przecież niekoniecznie, bo czytajmy literalnie. Negocjować będzie autora jakiejś (5) wybranej (6) pracy konkursowej, ale niekoniecznie zwycięskiej pracy konkursowej. Wybrana będzie przez nie wiadomo kogo, bo nie określono (w tym miejscu), ale na pewno będzie to (6) praca konkursowa, więc jedna ze zgłoszonych.
Co jeszcze możemy wywnioskować z zacytowanego fragmentu regulaminu. Ewentualnie zwycięskie negocjacje muszą skończyć się poniżej progu tzw. publicznych (3) zamówień z wolnej ręki, mamy więc ograniczenie kwotowe.
Mamy też (8) kwotę, bo została określona i stoi jak byk w cytowanym punkcie 2. części IX regulaminu. Czyżby nie podlegała tej (2) negocjacji?! Otwarte więc pozostaje pytanie, co tu negocjować?!
Czy warto podpisać (7) umowę o współpracy? Zawsze warto o ile nie zależy ci na pracy. Umowa o współpracy oznacza, że będziesz mieć możliwość popracowania razem, nie oznacza, że faktycznie popracujesz.

Kto jeszcze ma wrażenie, że ani pieniądze, ani umowa z organizatorem, które zostały podane do wiadomości publicznej:

Za www STGU o konkursie PKP

nie są tą nagrodą regulaminową wprost wynikającą z zapisów regulaminu?

Przypomnijmy, suma (7) i (8) to nie regulaminowa (1)! To pochodna (1), o ile uda się z sukcesem przejść (1) i (2). Zawiłe? Pretensje do organizatora i pomocników!
Smaczku dodaje fakt, że wyżej zacytowane zdanie jest poprawne logicznie, lecz skonstruowane zostało wg tej samej zasady co regulamin. Na zwycięzcę coś czeka, pytanie, czy się doczeka.

 

Może więc jeszcze tylko zauważmy, że w sześcioosobowym jury konkursu zasiadać będzie 3 członków STGU (w tym prezes) i na nieszczęście, dla siebie, projektantów. Jeśli coś pójdzie nie tak, to właśnie oni będą podejrzewani o wszystko co najgorsze.

Jest wprawdzie wyłączenie tych osób z udziału w konkursie, ale nie da się wyłączyć osobistych sympatii i antypatii, więc naszym zdaniem, jeśli kochacie swojego prezesa, drodzy członkowie STGU, powinniście przemyśleć osobistą i osobniczą rezygnację z udziału w tym konkursie dla zachowania czystości obrazu.
Czy przemyślicie, nie mamy nawet cienia wątpliwości…

Skoro już o wyłączeniach mowa, jeśli czytać regulamin literalnie — a jak czytać inaczej, prawo to nie literatura, tu nie ma miejsca na „a bo ja chciałem…” — zatrudnieni w PKP nie mogą brać udziału w konkursie, ale osoby połączone z organizatorem umową o dzieło już mogą, nie zostały bowiem wyłączone.
Podobnie, skrajnie korzystna dla organizatora interpretacja wyłączeń prowadzi do wniosku, że wyłączenie rodzin dotyczy tylko osób zasiadających w Sądzie Konkursowym. Wszystko przez jeden głupi przecinek i niestosowanie się do reguł języka polskiego tyczących konstruowania zdań równorzędnie złożonych.

Tyle chyba wystarczy, by wyrobić sobie opinię o tym konkursie, który wspiera STGU:

Partnerem Konkursu jest Stowarzyszenie Twórców Grafiki Użytkowej […]

Obecność STGU na tym dworcu może powinna dziwić… a może już nie powinna…

 

Na koniec, jak zawsze, wnioski.
Okazuje się, że wciąż język polski trudna mowa. Nawet dla tych, którzy są obowiązani jej poprawność krzewić, np. z powodu delegacji ustawowych, społecznych, zwyczajowych czy choćby dlatego, że sami wzięli na siebie ciężar tego krzewienia.

O prawie i jego znajomości to w ogóle się nie wypowiemy, bo musielibyśmy napisać, że ten konkurs, według nas, jest… a, naszym zdaniem, w sprawę zamieszani są… itd., albo że informacje o konkursie mają dla nas znamiona reklamy wprowadzającej w błąd (vide obrazek ze strony STGU na początku wpisu albo plakat promocyjny konkursu).

Jedno napisać trzeba.
Społeczny wydźwięk tak rozpisanego konkursu jest negatywny i potencjalnie niebezpieczny ze względu na zasięg, promocję i podmioty zaangażowane w jego organizację oraz odbiorców komunikatu.
W najlepszym wypadku można napisać, że znów mamy do czynienia z festiwalem pobożnych życzeń i nieudolnością, ale na litość boską, co najmniej jeden z podmiotów w tym konkursie miał krzewić wiedzę i pomoc dla polskich projektantów:

STGU powstało w 2004 roku.
Ideą Stowarzyszenia Twórców Grafiki Użytkowej (STGU) jest obrona niezależności twórczej projektantów,  prawideł i reguł rzetelnego, profesjonalnego designu oraz prestiżu zawodu grafika.
Idea STGU

a tymczasem wydaje się wspierać niewiedzę i konkurs, który jest problematyczny już na starcie, żeby nie powiedzieć mocniej.

To wszystko zmusiło nas do zabrania głosu, bo nie jest nam obojętne, że żyjemy w społeczeństwie, i chcielibyśmy, by był to światły organizm, wolny od samozwańczych przywódców, którzy nie dowodzą, a jeśli już dowodzą, to tez sprzecznych z hasłami na ich sztandarach.

Zabraliśmy głos, bo nie jest nam obojętny los naszej branży.
Lubimy to, co robimy i chcemy móc spojrzeć sobie w lustro każdego kolejnego dnia przed pójściem do pracy.

Nie chcemy, by ludzie nie szanowali projektantów, jak to ma miejsce obecnie. I będzie mieć, jeśli pozwalać będziemy sobie na serwowanie nam takich regulaminów.
Będzie mieć, jeśli to sami projektanci, mniej lub bardziej zrzeszeni, będą partnerami wydarzeń szemranych, dwuznacznych prawnie czy choćby nieudolnie zorganizowanych.
Patrzy na to student, patrzy klient, nie nabiera szacunku, widząc, na co patrzy…

Taka myśl się rodzi jeszcze, na marginesie.
Czy może środowisko projektantów nie czeka na pierwszy proces wytoczony przez niedoszłego uczestnika konkursu jego organizatorowi na podstawie błędów organizacyjnych popełnionych przez organizatora, przez które skarżący nie mógł wziąć udziału w konkursie? Niemożliwe?

Najciemniej pod latarnią. Wciąż i niezmiennie.
Dla stowarzyszeń droga do światła jeszcze długa, a może właśnie już krótka…

Dobrze, powiesz, ale ociec prać, czy nie brać?!
A jak myślisz?

 

Inne głosy.
Jest i wypowiedź Andrzeja na temat konkursu #PKP via #STGU
która, licząc z naszym, daje już dwa, najwyżej trzy, głosy rozsądku.
Mało coś, czyżby reszta Polski koleją za organizatorem stoi, gdzieś w polu?!
Może nie chce się podkładać, ta reszta, licząc na wygraną, niczym biedni obywatele z powieści Kapeli, którzy nie chcą podwyższania podatków bogatym, śniąc optymistyczny sen, w którym sami staną się członkami grupy obywateli bogatych? Szkoda więc, że powieść nosi dezawuujący ten optymizm tytuł:
Stosunek seksualny nie istnieje!
Polecamy, ku rozwadze i przemyśleniom, słowa Andrzeja.
Książkę Kapeli zresztą też.

 

Druga część, czyli omówienie konkursowego pokłosia

_

Czytaj też o zagadnieniach prawnych na blogu Creamteam Branding & Advertising Design Studio:

 

 

14 Pingbacków/ Trackbacków