Nawet CS3… i nawet nie tylko!

Kilka sztampowych zdań ciśnie się na usta…
Ktoś sobie strzela w stopę, ktoś zapomniał, że chytry dwa razy traci,
ktoś inny umie liczyć, więc wie kiedy dostaje plewy zamiast ziarna.

Warto śledzić poczynania firmy Adobe i jej zmiany w polityce… no, właśnie, nie cenowej, jakby się zdawało, a w polityce obsługi i postępowania z klientem.
Taka okazja długo się nie trafi, kiedy firma pozbawiona konkurencji ma okazję „zbawić” świat swoimi produktami i poczynaniami i po raz kolejny woli skupić się na zarobku, który prawdopodobnie doprowadzi ją do bankructwa.
Adepcie marketingu, nie prześpij okazji!

Warto zobaczyć tzw. przekleństwo dobrego produktu, które wykończyło już nie jednego producenta, i nie dwóch. W tym wypadku producenta nawet kilku dobrych produktów, wydanych jeden za drugim, od CS1 począwszy (nadal w akcji, na marginesie, wbrew poniższej opinii), by przez grzeczność nie wspomnieć o starszych produktach Adobe, które zawsze można uruchomić w wirtualnej maszynie.

Teraz już czas na tę opinię, która świetnie ilustruje, jak należy odbierać nowy model biznesowy Adobe. Model, w którym płacisz bardzo dużo za coś, czego jutro możesz nie mieć. Nijak ten system płatności nie przypomina rozpowszechniającego się w świecie systemu mikropłatności. Chyba że za mikropłatność można uznać kilkaset złotych miesięcznie. Australijczycy już zareagowali i tam ceny właśnie spadły, ale ty, w Polsce chyba nie możesz liczyć na swoich parlamentarzystów. Za to możesz zapoznać się, naszym zdaniem, z głosem rozsądku:

Nawet Adobe CS3… i nawet nie tylko!

 

Ciekawi jesteśmy, jak szybko powstaną alternatywne programy, bo teraz to już naprawdę nie ma przeszkód, by powstały.

Adobe usuwa wersje pudełkowe swoich produktów i pozostawia tylko subskrypcje. Pozostawia, niestety, także niemal niezmienione „stare ceny”, z czasów, gdy zakupiony software pozostawał na zawsze we władaniu kupującego i upgreadowany lub nie, wciąż służył latami. Dziś posłuży do najbliższej płatności, najwyżej 30 dni.
Adobe dokonał więc takiej zmiany w sposobie sprzedaży, która zniosła (lub zniesie) sympatię do firmy, nawet wśród tak zagorzałych fanów oprogramowania Adobe jak my.
Tym bardziej jesteśmy pewni swego, że polityka cenowa produktów w Chmurze nie będzie podlegać, przecież, ani dyskusji, ani „społecznej” kontroli, bo to firma prywatna, suwerenna w swoich decyzjach.
A tendencję w postępowaniu firmy Adobe widać, oj widać! Albo akcjonariat firmy się zmienił, albo stał się bardziej pazerny, a historia uczy, że ten proces ma tylko jeden kierunek. Kierunek, w którym poszedł kiedyś Quark.
Wszystko jasne?

To raz. Dwa, w dzisiejszym świecie — mikropłatności i powszechnej darmowości usług, aplikacji czy książek (chcieliście, to macie, chciałoby się rzec) — programów o możliwościach (przynajmniej podstawowych) aplikacji Adobe jest już kilka i na dodatek w większości są darmowe. O wirtualnej maszynie było wyżej, więc może kup sobie tablet z Androidem albo system operacyjny Windows 8, zaglądnij do ich appstorów, a się przekonasz. Jasne, to jeszcze nie Photoshop, ale darmowy Gimp też kiedyś nie był realną konkurencją, a kto zna doskonały produkt Phase One (niestety nie darmowy) nie do końca będzie zadowolony z Adobe Lightroom 4, o którym można wiele dobrego powiedzieć, ale nie to, że jest szybki (jak w ogóle można stworzyć wolniejszego następcę posiadając takie zasoby pewności siebie, najlepszych programistów, wielkie pieniądze i niezachwianą pozycję?).

W tym świecie model biznesowy Adobe nie ma prawa przetrwać, ale jeszcze długo firma może trwać na pozycjach wyjściowych. Tego nie można jej odmówić, ma środki, które na taki stan rzeczy pozwolą.
Poza tym, takie dni jak dzisiejszy, dzień Creative Days, świadczą, że Adobe wie, jak kształcić bezkompromisowych wyznawców. Ale nawet oni mają oczy lub będą mieć, kiedy zaglądać zaczną do swojego portfela, a nie portfela mamy czy taty.

 

Oczywiście, świat może się nagle zmienić, zawsze pozostaje taka, płonna, nadzieja. Tymczasem, Adobe swoim starym zwyczajem, wycofa swoje pudełkowe wersje oprogramowania, tym razem jednak nie te starsze o jedno oczko wstecz tylko wszystkie, zabawami z licencją do programów spróbuje jeszcze raz utrudnić obrót programami na rynku wtórnym. Może nawet ściągnie na siebie gniew Unii Europejskiej.

Usunięcie z legalnej dystrybucji pudełkowych wersji oprogramowania spowoduje tylko wzrost cen na rynku wtórnym i jeszcze większą niepewność, czy kupowane z drugiej ręki oprogramowanie jest aby na pewno legalne. To dość oczywiste, przecież na tworzącej się właśnie niszy „niechętnych do bycia strzyżonym subskrypcją” — której cena nie jest gwarantowana w czasie i sprawia wrażenie liczonej z sufitu, skoro byle polityk może ją obniżyć zmarszczeniem brwi o kilkanaście procent — natychmiast zaroi się od podróbek i piratów.

Skoro o nich mowa, piraci pewnie za punkt honoru obiorą sobie złamanie zabezpieczeń #CC. Jak zawsze ma to miejsce, gdy ktoś ogłasza z dużą pewnością siebie, że jest zabezpieczony przed atakiem piratów.

Nie życzymy źle firmie Adobe, ale jeśli chce walczyć z piractwem, to akurat w tym modelu to piractwo raczej rozkwitnie. Na czyją szkodę? Oczywiście, parafrazując znany cytat, naszą, twoją, koleżanki i kolegi ze studia obok.
Adobe, wydaje się, w każdej konfiguracji wychodzi na swoje… no chyba, że zjawi się konkurencja… Ponoć biznes nie znosi pustki, zobaczymy!

Dlaczego jeszcze to nie może się udać?
Cóż, zobacz:

If Australian customers don’t see the value of Adobe’s software, they can buy another company’s software. […] Alternatively, they can take a trip overseas or import the American version.
Paul Robison, Adobe marketing director of ANZ

 

_

Czytaj też o zagadnieniach prawnych na blogu Creamteam Branding & Advertising Design Studio:

 

22 Pingbacków/ Trackbacków