Neuromarketing
albo żadnej prawdy nie ma w nim, w tym wpisie, co to mu oczko odpadło!

Swego czasu kreatywny Creamteam Branding & Advertising Design Studio, mareksy, wziął udział w rozprawce o neuromarketingu, chociaż może była to rozprawka z neuromarketingiem, dziś już nikt nie pomni.

Ze zdziwieniem stwierdzamy, że neuromarketing najwyraźniej ma się dobrze i, nie wiedzieć dlaczego, kwitnie. A może „kwitnie”:

Nie zniechęcaj się, akurat ten odcinek jest najsłabszy w serii, może to wina tematu?
Inne historie prezentowane w Tajemnicach korporacji wyglądają lepiej.

Jeśli jednak zainteresował cię ten fragment, też dobrze.
Wtedy z pewnością utkwiły ci w pamięci dwa określenia: gadzi mózg i ośrodek nagrody. Naszemu mareksemu też utkwiły. Widocznie nieprzypadkowo znajdują się w głowie!
Myślał długo i wymyślił:

a. jeśli trzeba dotrzeć do tych dość prymitywnych miejsc,
b. najlepszą metodą dotarcia są równie, jak cele, prymitywne radości, którymi trzeba podrażnić gadzi mózg i ośrodek nagrody, by do nich dotrzeć — zadowolenie płynące z przyjemnych okoliczności przyrody niech tu będzie tzw. świetlanym przykładem,
c. decyzje zakupowe są podejmowane bezwiednie
(wiem, żadna Matka-Polka w to nie uwierzy, ale było we filmie),
— to po połączeniu a. z b. za pomocą c. wychodzi mi na to, że te wielkie korporacje sporo przepłacają, jak za dobrze znaną od pokoleń wiedzę bazarową, że zadowolony klient to dobry klient.

Osobiście uważam więc, że jeśli naukowcy od neuromarketingu mają rację, to ten sam cel, czyli bezwiedny zakup, osiągnąć można, rozdając podstępnie ofiarom garść dobrych cukierków przed wejściem do danego punktu sprzedaży. Trzeba tylko zadbać, np. za pomocą środków przymusu bezpośredniego, dobrze znanych w rozwiniętych oligarchiach, by owe cukierki zostały skonsumowane w atmosferze funu i wzajemnego zrozumienia. Przed, nie po i nie zamiast, bo wtedy psu na buty ta cała teoria.

Jest i tajemnica, i zadowolenie, zakup też będzie, a jakże!
Są też oszczędności! I o co tyle hałasu, badań, pieniędzy?!
A co, jeśli z cukierkami nie wyjdzie, zapytasz?!
Czy muszę tu cokolwiek dodawać?

Tyle nasz mareksy. Tymczasem podstępna (co wy macie, ludzie, „w tym temacie”, z tą podstępnością?!) Irenka postanowiła, oczywiście bezwiednie, dodać kilka groszy, do wyczerpanego przecież tematu:

Kiedy jedni biją się o mój „gadzi umysł”, stosując neuromarketing, bym mogła radośnie otwierać portfel w sklepie, a inni stosują lobbing, by wcisnąć mi przecukrzone produkty, papierową kiełbasę i gazowany zawrót głowy,

kiedy na zachodzie bez zmian, tyle, że wymyślają nieistniejące choroby, by farmaceuci mogli się bogacić,

kiedy kapitalizm pokazuje jednoznacznie „ludzką twarz”,
ja mówię — stop, wysiadam.

Jestem u siebie i rysuję palcem po niebie!
Wara od mej głowy systemie niezdrowy!
Odmawiam uczestnictwa.
Pa.

I weź tu, rób reklamy i internety z taką kreatywną bandą!
Całe życie z wariatami, chociaż… jak się zastanowisz, to może i w tym szaleństwie jest metoda. Robić swoje i robić to dobrze, nie uciekając się do głupich sztuczek?!
Chcesz może zawołać: Gulczas, a jak myślisz?

_

Więcej głupawki? Czytaj: