Promocja, nocą i we mgle, co urodziła się wczoraj!

„Wiem, że książka to nie gra komputerowa i za 5 lat się nie zestarzeje, ale… ” napisał jeden z komentatorów na temat ostatniej urodzinowej promocji, która odbyła się dziś w nocy na eBookPoint.

Przypomnijmy, strona pod tą nazwą i sklep eBookPoint to internetowe ramię Helionu, wydawcy niemal wszystkich poradników w tym kraju. Można rzec, w tej niszy to potentaci.
W wypadku eBookPoint jest więc, akurat, możliwe takie niebezpieczeństwo, że książki mogą się „przeterminować”—jak już wspomnieliśmy, to literatura fachowa, a problem dezaktualizacji dotyczy szczególnie pozycji opiewających nowe technologie.

Oto przyczyna, dla której, ostatecznie, skasowaliśmy z koszyka wydawnictwa Smashing Magazine z 2009r. Zapamiętaj, Drogi Organizatorze, mogą być one (te wydawnictwa) wychwalane nawet pod niebiosa przez rzesze amatorów (i często słusznie są), lecz, nas fachowców, tylko rodzynki interesują w tym cieście, i tylko świeże, świeże, świeże!
Szkoda więc, że pozycje te nadal kosztują w okolicach półstówki, bo przecenianie takich książek, po latach ich świetności, z tego pułapu zakrawa na chciwość (zabawne, w promocji była pozycja, w której autorka poruszała temat chciwości w marketingu i mediach społecznościowych) lub żart z klienta. Nie chcemy napisać, niewiedza i nieznajomość prawideł marketingu i handlu, nie chcemy, nie chcemy, nie chcemy…

Inny komentator zauważył też, słusznie, że, zawartościowo, to ta promocja to straszna lipa, mało mięsa w tym kebabie—poradniki jak żyć, 14 i pół sposobu na wszystko i temu podobna popelina (w stylu książkowego (sic!) opisu pluginów do WP, pewnie nieaktualna już w momencie wydania)… eBookPoincie, R U sure?!, że to są właściwe rangą pozycje, równe P.T. Wielkiej Fecie z Okazji Urodzin?!
Firmie życzymy, szczególnie w dniu urodzin, jak najlepiej, ale ma co podciągać, by równać do lepszych na rynku (lubimy Publio i Woblink, a także ciepło myślimy o Audiotece, bo się poprawiła i ma ciekawy kontakt z klientem).
Zawsze powtarzamy swoim klientom, nie chcesz czegoś oddać darmo (czytaj, w promocji), nie dawaj, inaczej zapracujesz na taki post, jak ten tutaj… i co, i dalej ktoś chce się zmierzyć z marketingiem „po swojemu”, „ludzie i tak się rzucą, nie zauważą, że kroimy ofertę pod siebie a nie klienta”.
Nie zauważyli?

Na marginesie, przejrzeliśmy wszystkie 146 ekranów promocyjnych, bo nie dało się inaczej, taka organizacja promocji, o czym wspominał jeszcze inny komentator na blogu Świat Czytników.
Co tylko podkreśla, razem z godzinami obowiązywania oferty—noc z niedzieli na poniedziałek, kiedy większość fachowców, ewentualnie zainteresowanych literaturą fachową, śpi, odpoczywając przed nowym, kolejnym, na pewno trudnym poniedziałkiem w pracy)—że słusznie możemy przypuszczać, iż sklep zrobił wszystko, by nie skorzystać z jego oferty promocyjnej. To Have and to Hold!
Nie dziwcie się więc, że w sklepie od książek o offisach i photoshopach udało nam się wreszcie kupić w promocji… francuskojęzyczną beletrystykę! Dobrą, więc dziękujemy Ci, eBookPoincie, że się zapomniałeś i dałeś cokolwiek!
Tak się kończą promocje zrobione od ogona, który chce kręcić psem.

Zajrzeliśmy też do kilkunastu pozycji (gdy była możliwość)…
Smutek ogarnia… Nawet w książce traktującej o błędach ludzkich, w haśle rozwalonym na pół rozkładówki (czytaj, wyróżnionym, więc tym gorzej dla niego, bo w tytułach i leadach zwyczajowo należy zwracać szczególną uwagę), a zatytułowanym, nomen-omen, Błędy, słowo„który”, na dodatek tuż po przecinku, kończy wers leadu…
Ratunku!!! Za taką lichotę i błędy składu wydawnictwo liczy sobie prawie 40 zł!
Wam (nazwę wydawnictwa litościwie przemilczymy) się uczyć a nie książki wydawać, skoro nie umiecie czegoś tak prostego, jak poskładać przedruk wg oryginalnego wzorca, który wydajecie na polski rynek!

To jest to, co zabija ten rynek, bylejakość, w myśleniu, w działaniu itd.
Ręce opadają, gdy troglodyci biorą się za kulturę, marketing, reklamę, za cokolwiek…

_

1 Pingback/ Trackback