Quo vadis, parówko?!

Ukazał się wywiad z pozwanym w sprawie testu parówek Sokołowa.
Wywiad Michała Mańkowskiego z vlogerem Piotrem Ogińskim, autorem vloga „Kocham Gotować” przeczytasz na NaTemat.pl.
Cała sprawa jest typowym przykładem rozlanego za daleko mleka. Z obu stron, by była jasność. Dla fachowców sprawa ta wydaje się dość oczywista, była też taka dla sądu, który pozytywnie rozpatrzył wniosek o zabezpieczenie roszczeń.
Lecz na dwa aspekty tej sprawy muszę zwrócić uwagę.

Po pierwsze, w całej tej sprawie szkoda tego młodego, wystraszonego i najwyraźniej niewyedukowanego prawnie człowieka, jak mniemam, kiedy czytam jego słowa:

post pozwanego w sprawie Sokolowa

A prawda jest taka, sprawy jeszcze nie było, nie było co przegrać. „Wsiadł do autobusu człowiek z liściem na głowie i najwyraźniej nikt mu nic nie powie”, takie mam wrażenie, bo tej bzdury młodemu człowiekowi jakoś nikt jeszcze nie sprostował, a przynajmniej nigdzie takiego dementi nie dostrzegłem.

Szkoda człowieka, który nie zna swoich praw, bo przecież oskarżenie, nawet sądowe, tych praw nie pozbawia, chociaż wielu chciałoby inaczej.
Człowieka, który nie rozumie korzyści płynących z nieprzebywania w miejscu zamieszkania, a idąc dalej tym tropem, korzyści z nieprzebywania w kraju.
Człowieka, któremu żaden dobry prawnik nie powiedział, a niewiedza podpowiedzieć, najwyraźniej, nie mogła, że ma prawo nie odbierać pism, a jeśli już odebrał, że nie musi się czuć w obowiązku na pisma odpowiadać. Pisać listy każdy może.
Wreszcie człowieka, który teraz żebrze o litość we wspomnianym wyżej wywiadzie, bo prawdopodobnie za „młody wilk” jest z niego, by pamiętać stare dobre polskie kino.

Cóż, jakby to nie brzmiało obrazoburczo, obywatel ma zagwarantowane konstytucją prawo do bycia niewinnym, dopóki nie udowodni mu się winy. Zawsze polecałem czytać Kodeks Cywilny każdemu i, niestety, nie policzę, ile razy adresaci tej porady pukali się w czoło. Nic nie mogę na to poradzić, bo każdy ma prawo się wygłupić, byle na swój koszt!

 

Szkoda też Sokołowa, bo, z całym szacunkiem dla obydwu stron sporu, wytoczył armatę na muchę owocówkę i tego czynu nie da się ograć metodami, które wybrał. Chociaż sprawa nie jest jeszcze przegrana wizerunkowo, ale tu trzeba marketingowego speca od sytuacji kryzysowych i wizerunku a nie kancelarii prawniczych, formułujących choćby nawet najlepsze pozwy i wnioski czy oświadczenia:

Wskazujemy, że „Sokołów” S.A. po raz pierwszy zdecydowała się na takie działanie wobec osoby publicznie krytykującej jej produkty. Powodem był fakt komercyjnego wykorzystywania Internetu przez pana Piotra Ogińskiego jako narzędzia do budowania swojej popularności poprzez niezgodne z prawem wprowadzanie konsumentów w błąd, naruszanie renomy „Sokołów” S.A. i podważanie jakości produktów. Istotne jest także, że przeprowadzone „testy” produktów były nierzetelne: porównywane były różne produkty, a obok subiektywnej oceny – do której każdy ma prawo – przedstawiane były fałszywe informacje o szkodliwości produktów

Poza tym, przynajmniej raz spotkałem się z opinią, że skoro taki wniosek został sformułowany przez dużego gracza na rynku i poparty adwokackim słowem, to mamy do czynienia z prawdą obiektywną.
Czy leci z nami pilot?!
Do czasu rozstrzygnięcia sądowego, tego uprawomocnionego, z klauzulą wykonalności, a nie tego ogłoszonego, przypomnę co bardziej rozwichrzonym głowom, że to jest tylko cudzy wniosek subiektywny, słowo przeciwko słowu, a nie fakt.

Nestor kreatywnej branży reklamowej Paul Arden miał świetną radę, którą zawarł w tytule swojej książki: Cokolwiek pomyślisz, pomyśl odwrotnie.
Spróbowałem i oto rezultat:

  • Sokołów był tak niepewny prawdziwości swego twierdzenia (cytowany wyżej wniosek), że poprosił sąd o potwierdzenie mu tej prawdy, i to jest ta zabawna część tej historii.
  • Sokołów bije leżącego i to jest ta smutna część tej historii.
  • Gdybym był klientem, chyba nie chciałbym czytać takich rewelacji o postępowaniu mojego ulubionego producenta.
  • Gdybym był inwestorem (np. giełdowym), na pewno nie chciałbym czytać takich rewelacji o postępowaniu firmy z mojego portfela, bo pieniądze lubią ciszę i w ciszy tylko rosną.
  • Gdybym był producentem ze szczątkową chociaż znajomością rynku i psychologii zachowań konsumentów, na pewno nie chciałbym dymu wokół sprawy, gdyby dało się go uniknąć, bo po wygaśnięciu konfliktu ludzie lubią zostawić w sobie osad, kiełkujący potem latami w duszy i sercu klienta, osad myśli, a może „coś tam było… Człowiek! Może dostał. Może?!
  • W całej sprawie wygrywa tylko adwokat, niezależnie od konstelacji układów oraz ewentualnego rozstrzygnięcia, i może jeszcze agencja wizerunkowa, o ile zostanie zatrudniona jakaś agencja z głową, która podoła zadaniu, nie dając się wciągnąć jednocześnie w wir emocji targających klientem.
  • Czy Sokołów więc, dla własnego dobra, nie powinien zająć się tym, za co zbierał liczne laury?

 

W tej sprawie jest też wiele nieporozumień i niezrozumienia, które prezentowane publicznie puszą się niewiedzą autorów. Ponoć co bardziej chłodni komentatorzy proponują jakieś ekspertyzy i badania, które Sokołów powinien był przedsięwziąć przed sformułowaniem pozwu, by udowodnić swoją niewinność.
Tak jakby droga sądowa była tą gorszą (nie jest), nieuprawomocnioną (nie jest), bezprawną (nie jest) i ostateczną (wydaje się, że powinna być).

Jakie ekspertyzy czego?!
Fachowcy widzą, że pozew nie opiera się za bardzo na nieprawdziwości zarzutów pozwanego pod adresem Sokołowa (sic!) czy próbie ukrócenia możności zarzucania czegokolwiek komukolwiek (argument przeciwników producenta o próbie zduszenia wolności słowa), tylko na formie zarzutów w filmie video pozwanego.
Na marginesie, czy są jakieś kanony kręcenia filmów?! Na miejscu pozwanego broniłbym się swobodą wyrazu artystycznej wizji, kiedyś już się udało z chujem na krzyżu, ale czy parówki to równie nośny artystycznie temat a ich gotowanie to sztuka?!
Sąd mógłby mieć trudny orzech do zgryzienia, gdyby trafiło na artystę sądowych ław i przeciwnika z prawdziwego zdarzenia. Już widzę te nagłówki, happeningi, obśmianego publicznie pozywającego!
Wracając do meritum, o ile proces oparty na pierwszych przesłankach dałoby się wygrać, o tyle ten drugi widzę jako problematyczny dla pozwanego, i tu widać kunszt prawników Sokołowa.

Ale z drugiej strony, ściganie ludzi bez majątku to głupota, każdy prawnik ci to powie. Postaw się w skórze takiego: przegra sprawę, dostanie coś do zapłacenia, jak nie ucieknie z kraju, to oświadczy komornikowi, że nic nie ma, a komornik po kilku latach będzie musiał odstąpić od sprawy z powodu braku możliwości ściągnięcia należności, bo takie są przepisy.
Dlaczego duże koncerny pracują tylko z dużymi agencjami reklamowymi?
Nie dlatego, że są lepsze, bardziej wydajne czy kreatywne. Dlatego, że są duże, a z dużego łatwiej ściągać, mówi teoria fuck-upów!
Sokołów wydaje się być takiego kalibru graczem, że już powinien znać tę starą biznesową prawdę. Tymczasem zachowanie w tej sprawie rodzi wrażenie, jakby producent nie do końca zdawał sobie sprawę ze swojego miejsca na rynku, wielkości i roli, którą ma do odegrania, o czym już była mowa wyżej.

 

Widzisz już, że ściganie maluczkich nie ma sensu?
Wątpliwej jakości zwycięstwo moralne i sporo kosztów, które pokryje… boję się to powiedzieć, ale koszty przecież wrzuca się w cenę klientowi, czyż nie tak?

Chyba, że chodzi o zastraszenie nieznających prawa, a jeśli o to chodzi, to może powinien się Sokołów zastanowić, dwa razy dla pewności, nad odwieczną dychotomią systemów prawnych: gdy jedne opierają się na szybkim przywróceniu złoczyńcy społeczeństwu (USA), inne skłaniają się ku przykładnemu karaniu i odstraszającej roli kary (Europa w zasadzie). Filozofowie zainteresowani sprawą, w ostatnich latach, skłaniają się ku stwierdzeniu, że socjalizm mylił się co do odstraszającej funkcji kary dla reszty społeczeństwa i nie należy już karać dla przykładu, tylko karać adekwatnie do czynu. Co innego kraje arabskie, ale czy my żyjemy w kalifacie?!

Jak to mówią prawnicy, chcącemu nie dzieje się krzywda. Jak pisałem wyżej, każdy ma prawo się wygłupić, jeśli go stać, i każdy, kogo winno być na to stać, powinien mieć dostęp do marketingowych speców od wizerunku.
Jeśli Sokołów chce przykładnego ukarania pozwanego dla samego efektu odstraszającego, idąc na wojnę dla zasady lub, mówiąc kolokwialnie, dla jaj, musi liczyć się z faktem, że sam wystawia się na pręgierz społecznego odium.
Czy postulowany pod oświadczeniem firmy na FB brak reakcji producenta jest tej świadomości przejawem, czy to co innego pozwala producentowi na niereagowanie na komentarze kilku tysięcy ludzi? Zastanawiające, jeśli zważyć, że, w zasadzie, ludzie lubią Janosików i nie lubią korporacji. Sokołowie, kto jest Twoim Janosikiem?

_

Czytaj też o zagadnieniach prawnych na blogu Creamteam Branding & Advertising Design Studio:

 

15 Pingbacków/ Trackbacków