Zmiany, zmiany, zmiany…

Dzieci radośnie wybiegły z domów i idą do szkoły,
ale po co właściwie twoje dzieci poszły do tej szkoły,
a ty właśnie przychodzisz do pracy?

Szeroko kolportowany obecnie pogląd mówi, że światłe społeczeństwo, przepraszamy za drobną gierkę słowną, „robi w brew” rządowi (argument: bo trudno zarządzać wykształconą masą).
Jelonkowe zmiany w szkole
Jak więc pogodzić tę opinię z powszechnym obowiązkiem szkolnym?
Szybko znajdziemy odpowiedź, i to na tych samych forach, wallach i twitterach:

dzieci idą do szkoły, ale nie do takiej szkoły!
Szkoła się ciągle zmienia i tylko oczekiwanych od niej zmian brak. Dzisiejsza szkoła nie jest już więc taka jak być powinna, a powinna być…

Tu sobie wpisz dowolny epitet, określający, jaka szkoła być powinna: nasza, obywatelska, dobra, jak kiedyś, by wymienić tylko kilka najpopularniejszych…

 

Czyżby więc chodzenie do szkoły stało się elementem tego samego chocholego tańca, odgrywanego codziennie na naszych oczach w przestrzeni publicznej…
i prywatnej, na przykład pod stołami w zacisznych gabinetach?

Wszystko jest już udawaniem, którego dla własnego dobra wolisz nie dostrzegać? Gdyby chodziło tylko o jednostkową nieświadomość, może moglibyśmy się nawet cieszyć! To zawsze mniejsze zło, bo, ostatecznie, obywatel ma prawo rezygnować ze swoich uprawnień, jeśli nieprzymuszony.
Co innego organa somo-powołane-przez-siebie do usuwania tej nieświadomości z naszego życia. Czy mają do niej prawo?

 

To smutne, że życie w naszym kraju każe doszukiwać się drugiego dna w każdej podobnej sprawie. Nawet jeśli nie chcemy. Teraz jednak wygląda na to, że coś się zmienia i oto prywatna firma czuwa, by tego dna już nie szukać, wychowując krytykę za pomocą sal sądowych. Czyżby więc klasy, a przynajmniej te szkolne, były już niepotrzebne?
Czy to nie zabawne, by nie powiedzieć straszne, że wspominamy o takim sposobie wychowywania w dniu, w którym dziatki idą do szkół?

 

Kiedy już wreszcie wyślesz swoje pociechy do szkoły, oczywistym staje się pytanie, co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem, w którym trzeba było wstać godzinę wcześniej, a może i dwie, a kolejna kawa nie wznosi na wysokie obroty.

Wiesz, że to jest ten naturalnie przychodzący moment, by z końcem wakacji i powrotem do szkoły lub pracy zrobić małe podsumowanie?
Poza obdarzonymi naturą bezrefleksyjną, ten swoisty rachunek sumienia robią właśnie wszyscy obecni w biurze. Rozejrzyj się, widzisz? Ty też możesz!

Przekonaj się, czy jesteś dalej w stosunku do ostatnich noworocznych postanowień. Jesteś, dobrze, ale co, jeśli nie, a już za cztery miesiące będziesz sobie składać kolejne (takie same?). Co wtedy?
Jest rozwiązanie. Pomyśl, może nie chcesz kolejny rok tkwić w tych samych koleinach utartych schematów i wypalonych współpracowników, podwykonawców, kontrahentów (tu znów wstaw sobie, co tam cię uwiera najbardziej)?!… Jak jest?

Kwestii żon i kochanków nie rozwiążemy, ale o zaspokojeniu twoich palących potrzeb zawodowych możemy porozmawiać, a przynajmniej o tych, w zaspokajaniu których jesteśmy wysoce sprawni, jak:

a przynajmniej takie dochodzą nas głosy, że jesteśmy.
To co, kawka, serniczek i cenniczek?

 

Wiele pytań, czy będą na nie odpowiedzi?
Może teraz znajdziesz czas, by ich poszukać, kiedy twoja pociecha spełnia już jej zaszczytny obowiązek, a ty wciąż nie możesz skupić się na pracy?Jelonki już były w szkole i nic nie pomogło!

Komentarze są twoje, kontakt ze studiem brandingu i reklamy już masz.
Udanego powrotu do szkoły i robotniczych hal!