Dziesięć książek… Słowo się rzekło!

W komentarzach do poprzedniego wpisu, w którym rozprawiłem się z dziesięcioma książkami, mającymi znaczący wpływ na moje życie, zapowiedziałem nowy pomysł i spojrzenie na to zestawienie. Słowo się rzekło, czas przystąpić do realizacji. Nie byłbym sobą, gdybym nie zaczął jednak od „ale”. Najpierw garść uzasadnień, a potem pomysł.

 

Do Czech nie ma, że za darmo.
Z doświadczenia, także marketingowego, wiem, że tworzenie wszelkich list best of prowadzi do jakże smutnego wniosku: powstaje z naszych dziesięciu, pięćdziesięciu lub stu naj-naj twór, którego nie da się skonsumować w całości. Wie to każdy, kto nagrywał na kasety magnetofonowe swoje składanki, by wciskać je znajomym, ale nigdy nie słuchać ich samemu.

Takie prawidło, które sprawdza się też w mediach i, ogólnie rzecz biorąc, w zbiorowiskach ludzi. Dopuść do dyskusji tylko jeden głos, ten który sam wspierasz, a zanudzisz się jak mops. Stwórz grupę jednorodną pomysłami czy ideami, a grupa ta obumrze samoistnie. Brak po prostu świeżej krwi, fermentu, zaczynu interesujących zdarzeń. Sam inżynier Mamoń przyznałby mi tu rację, niestety, zanudził się na śmierć!

10 książek, nowy pomysł Creamteam Branding & Advertising Design Studio

Wyjątkowo łatwo jest też wskazać dziesięć czy dwadzieścia rzeczy, które są dla Ciebie ważne. Nikt twoich wyborów nie sprawdzi, a tobie tworzenie takiego zbioru daje szansę, raz, by pobrylować przed sobą (ale i znajomymi), dwa, wrzucić do zbioru #beleco (bo… tak, nikt tego nie sprawdzi) i rozwodnić tym samym jakość selekcji.
Co innego, gdy trzeba wskazać wystarczająco mały zbiór wartości, taki który zmusza cię do restrykcyjnego szacowania i porównania ich ze sobą. To nie jest łatwe, tym bardziej, że nasze społeczeństwo nie uczy dokonywania selekcji czy wyboru.

I tym razem powołam się na swoje doświadczenie zawodowe, sprawdzając kandydatów do pracy, proszę o pokazanie trzech najlepszych prac w portfolio. Ocena zachowania kandydata w takiej chwili mówi mi wszystko. Ocena zaproponowanych prac to tylko dodatek dla zweryfikowania wcześniejszej obserwacji.

To powody, dla których skracam zestawienie.

 

Krótko, więc znacząco.
Jeśli poproszono by mnie o wygłoszenie godzinnego wystąpienia na dowolny temat, idę i mówię, choćby zaraz, z marszu.
Ale gdy Zbigniew Brzeziński poprosił mnie o przygotowanie piętnastominutowej prelekcji na potrzeby XVII Ogólnopolskich Targów Pracy Kielce 2014, głowiłem się nad tym, co mam powiedzieć, na temat przecież dobrze mi znany, więcej niż dwa tygodnie.

Bo kiedy masz do dyspozycji tylko kilka słów, każde musi mieć wartość.
Dlatego prosić będę o uzasadnienie. Krótkie ale zawsze.

 

Zmiana.
Rob, przywołany w poprzednim poście, to znany mi audiofil, samo się narzuciło, by muzyką odpowiedzieć na jego „prowokację” (patrz obrazek ze wstępu).

Sam lubię muzykę, chociaż nie wiem, czy bardziej niż książki, nie ciągnijmy tematu. Wystarczy, by wymienić książki na muzykę, co właśnie czynię. Nie ukrywam, że w moim przekonaniu ta zmiana nieco podnosi poprzeczkę.

 

Oto powody, oto propozycja.
Poproszę o listę trzech utworów muzycznych, które miały znaczący wpływ na ciebie. Podkreślam, na ciebie. Odpowiadasz tytułem, autorem i krótkim uzasadnieniem oraz wskazujesz trzy kolejne osoby, które twoim zdaniem, są na tyle ważne dla ciebie, by zadać im to pytanie. Z uzasadnieniem.

 

Moja lista.

  1. Shouldn’t Have Done That, depeche Mode
    Sprawił w 1982r., że inaczej spojrzałem na świat i zauroczyłem się depeche Mode. Miłość to trudna, ale wciąż trwa.
  2. Two Divided by Zero, Pet Shop Boys
    Dzięki niemu polubiłem PSB i zobaczyłem, że sztuka może być ukryta także w czymś tak banalnym jak muzyka rozrywkowa.
    Były czasy, w których musiałem okupić fascynację PSB pewnym ostracyzmem, ale twórcy udowadniają dziś, że należało się z nimi liczyć. Dumny jestem z tego piętnastolatka, który zauważył to coś, bo „błogosławieni, którzy nie widzieli, a zobaczyli”… jakoś tak to szło?
  3. Toccata i fuga d-moll (BWV 565), Johann Sebastian Bach
    Już bez linka, bo tego wykonania, które poznałem jako mały chłopiec zaprowadzony przez rodziców do Katedry Oliwskiej, nie da się odzyskać.
    Co nie znaczy, że nie próbuję do dziś tamtych wrażeń odnaleźć w muzyce.
    Dobry wstęp do muzyki elektronicznej, tak opiewanej przez Lema, że aż chciałem ją usłyszeć.

 

Nominacje.
Panowie-bohaterowie poprzedniego wpisu, Jacek Lipski, Marek Karwowski i Rob Randalk Jurek, narzucają się samoistnie. Jacek zajęty jest, wiadomo czym, Marek kazał się odfajkować, pozostaje Rob.
Dokładam mu kolejnego audiofila—Andrzeja Knapika, zawodowo związanego z muzyką, nawet jeśli dyrektorem Polskiego Radia się bywa—oraz wspomnianego dziś już Zbigniewa Brzezińskiego, zawsze wywija cytatami z książek, posłuchajmy, co nam zaśpiewa.

 

Czytaj także:

1 Pingback/ Trackback