Copy Camp v.14

Impreza na takim poziomie dawno nam się nie trafiła!
Przede wszystkim merytorycznym, ale i z doskonałą oprawą graficzną, techniczną oraz zestawem startowym materiałów i… cateringiem (a jakże!), który uwzględniał kanapki, winogrona, śliwki, a nawet… banany (na pół przekrajane podawane w wielkich misach).

Copy Camp 2014

Tym większe wyrazy uznania dla Jarosława Lipszyca i jego ekipy z Fundacji Nowoczesna Polska (tak, już pojawiała się na blogu Creamteam Branding & Advertising Design Studio), że wszystkie te dobra trafiły do uczestników Copy Camp 2014 za… darmo.
Wystarczyło się zapisać. Kto tego nie zrobił, ma czego żałować:

Prezentacje trwały 10 min i prowadzone były równolegle w dwóch salach warszawskiego kina Praha. Nic nie możemy powiedzieć o prezentacjach byłego ministra Boniego czy też (byłego już?) wokalisty Wiśniewskiego, gdyż system prezentacji zawalił się zaraz po rozpoczęciu, kiedy to na sali A nie pojawił się pierwszy prelegent i cały łańcuszek prezentacji przesunął się tak, że nie było już sensu przenosić się z sali do sali (co samo w sobie też nie jest najszczęśliwszym pomysłem, Jarku, tylko czekać, aż ktoś sobie nogi połamie na tych schodach, poza tym niechęć do przeszkadzania sąsiadom odgrywa tu też swoją rolę w paraliżowaniu chęci przemieszczania się). Nie narzekamy, bo nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Pozostaliśmy więc w sali B, dzięki czemu nasz mareksy mógł zawyrokować po wykładzie Piotra Vagli Waglowskiego, że:Prezentacja Vagli na Copy Camp to było to!
O dziwo, jak widać na poniższej rycinie, początkowo nie dawaliśmy Piotrowi szans. Spodziewając się, że wykład Vagli będzie hermetycznie podporządkowany tematyce administracji państwowej (był), a i znając już poglądy Vagli na tę tematykę od lat, postanowiliśmy dać szansę innym prelegentom:

Jednak przypadek z rozsypaniem się układanki prelekcji sprawił, że wysłuchaliśmy, co ma do powiedzenia i było to wielce pouczające.
Na marginesie, nasz Mareksy ma talent do wyłuskiwania rodzynek z zaczynu, co potwierdziło się i tym razem, bo następnego dnia okazało się, iż prezentacja Vagli, wybrana głosami publiczności, jest najlepszą tegoroczną prezentacją Copy Campu, ex aequo ale zawsze.

 

Gwiazdy Copy Campu, czyli Cory Doctorowa, nie liczymy, bo raz, że nie wypada wygrać z sensacją wieczoru i gościem, a dwa, Cory to zawodowy mówca i nawet upuszczenie kartki ma zaplanowane i pod kontrolą. Słucha się go więc z dużą przyjemnością. 
Cory nie okazał się takim radykałem, na jakiego tu i ówdzie jest malowany, jego hasła, postulaty i głoszone idee podobnie.  
Okazał się za to być we właściwym miejscu i czasie, opowiadał ze swadą, sprawiając wrażenie, że czuje się w Warszawie jak ryba w wodzie, czego nie można powiedzieć o przedstawicielach ZAiKS-u, Google i… Novice. Przedstawiciel Google prezentował ciekawe dane, ale opowiadanie o ContentID w jaskini lwów na początku spotkania… Co zaś się tyczy Noviki, twórca rozważający zaprzestanie tworzenia z przyczyn ekonomicznych… Wiemy już, że wiesz, co chcemy powiedzieć!

Znakomita większość prelegentek i prelegentów okazała się więc być młodymi, wciąż dobrze zapowiadającymi się ludźmi o szerokich horyzontach, dużych możliwościach i ciekawych zainteresowaniach, zupełnie jak wspominani już dzisiaj: Vagla, Cory czy mareksy (niech mu będzie).
Niektórych zjadła trema, innym zagubił się wyrok sądowy, na którym opierali swoją prezentację (nie mogło być inaczej, skoro jeszcze nie zapadł), jeszcze inni, nie wierząc w swoje zdolności lingwistyczne, czytali z kartki, niektórzy prawie otarli się o pomówienie, ale jak inaczej naświetlić zagadnienia prawa autorskiego na… Ukrainie (ach, ale kto jak nie my, Polacy, rozumie lepiej, co to jest nepotyzm i korupcja). Trzeba przyznać, że Ukraińcy w ogóle byli w trudnej sytuacji, ale znakomicie potrafili się odnaleźć. Sala biła gorące brawa, gdy dziękowali Polsce i Polakom „za zaangażowanie w sprawę z Rosją”:

Prelegenci byli więc różni—mamy nadzieję, że tak właśnie odbierasz nasze słowa—ale nikt nie był nudny lub nieciekawy, niemerytoryczny lub niezaangażowany. Pierwszy przykład z brzegu: taki Dimitri Dimitrow, chociaż próbował  za pomocą swojej prelekcji hackować Brukselę na rzecz zmiany narracji prawno-autorskiej, shackował ostatecznie… serca nasze i publiczności. Czyż mogło być inaczej:

Wszyscy też wiedzieli, co dalej z tymi prawami autorskimi i przyszłością świata w ogóle, a jeśli nie wiedzieli, to starali się szukać odpowiedzi:


I tym optymistycznym akcentem chcielibyśmy zakończyć naszą relację z tegorocznego Copy Campu. Organizowany niezwykle sprawnie, ale bez zadęcia i pompy, jest doświadczeniem, które chce się powtórzyć.
Gdybyśmy mieli określić Copy Camp jednym słowem, byłoby nim słowo dyskrecja.
Copy Camp to dyskretne, nie na biegu, niewymuszone spotkanie w klubie dla dżentelmenów. Takie były też kuluarowe spotkania i rozmowy.
I niech tak zostanie!

Copy Camp 2014 Irenne from Creamteam Branding & Advertising Design Studio & Piotr Vagla Waglowski from Vagla.pl