Ludzie listy o fontach do fachowców piszą

Jeśli jesteś stałym gościem na blogu Creamteam Branding & Advertising Design Studio, to wiesz zapewne, że tegoroczny okres wakacyjny potraktowaliśmy tu tak, jak na to zasługiwał—zamieniliśmy go w słodkie nicniepisanie, niczamieszczanie i sezon ogórkowy w ogóle. To my, bo nasi czytelnicy już nie! I chwała im za to, bo nic tak nie rozwija jak twórcze poszukiwania najlepszych rozwiązań, na przykład za pomocą listu, szczególnie takiego wysłanego pod właściwy adres:

 

Szanowni Państwo,

w związku z faktem, że jesteście Państwo specjalistami w swojej dziedzinie i na blogu podejmujecie istotne sprawy związane ze światem marketingu, proszę o krótką poradę.

Już rozumiesz, nie mogliśmy odmówić, po prostu nie mogliśmy!
Dlatego nasza czytelniczka i autorka cytowanego dziś listu, Arocalina, cieszy się naszą odpowiedzią już dobre trzy miesiące, a dzisiaj nasz repsons przedstawimy też tobie. Okazja jest dobra, bo nowy rok akademicki tuż tuż, a zadane nam w liście Arocaliny pytanie:

Jak jest ostatecznie z przekazywaniem czcionek do projektów?

tylko trochę, ale jednak, wydało się nam akademickie, bo przecież wiemy, że już to graliśmy na blogu Creamteam Branding & Advertising Design Studio (lub na naszym archiwalnym blogu). Ale, kto pyta, nie błądzi, do meritum więc, powiedzieliśmy naszemu mareksemu, niech sobie z kobietą radzi, a nie ciągle tylko te komputery i komputery!

Dzień Dobry, Arocalino!

Dziękuję w imieniu Creamteam Branding & Advertising Design Studio za zaufanie, które w nas pokładasz. Chciałbym Cię zapewnić, że to miłe z Twojej strony, a także, że postaram się tego zaufania nie zawieść.
Dziękuję też, że zamiast ukraść i „nie zaprzątać sobie głowy”, próbujesz zgłębiać temat i pozostać, jak mawiają prawnicy, na prawie. Godna pochwały postawa!

_

Rozumiem, że polskie prawo zabrania przekazywania czcionek. Zatem ja jako grafik muszę kupować płatne czcionki do projektów, ale nie mogę ich dalej przekazywać, czyli refakturować na klienta?

Polskie prawo nie zabrania „przekazywania czcionek oraz fontów”.
Z czcionkami sprawa jest nawet łatwiejsza, jak to z rzeczą bywa:

Co do praw niematerialnych (font nie ma postaci fizycznej)…
Cesja praw jest dozwolona w polskim prawie, natomiast bywa wyłączana przez twórców, szczególnie fontów, które traktują oni jako software, którym, w moim mniemaniu, nie są—to według mnie tylko wynik pracy jakiegoś oprogramowania (software), więc to plik wynikowy działania programu, a nie program!
Zgadzając się na pogląd twórców fontów, musielibyśmy równocześnie uznać za prawdziwe twierdzenie, że programem jest też plik DOC albo Twój e-mail z pytaniami do nas. Jest?
A zatem, w czym problem? Gdy nie wiadomo o co chodzi, zazwyczaj w tle są pieniądze, mawia mądrość ludowa i tak jest też w tej sprawie.
Interpretowanie prawa autorskiego w podany wyżej sposób ma swój cel ekonomiczny, gdyż prawo autorskie (także w Polsce) jest bardziej korzystne dla twórcy oprogramowania niż dla pozostałych twórców i ściślej reguluje prawa i obowiązki podmiotów tego prawa w kontekście oprogramowania.
Na szczęście, w Polsce, prawo stanowione stoi zawsze wyżej niż umowne, ale trzeba tu też natychmiast zauważyć, że nie zawsze umowę zawierasz na prawie polskim.
Odpowiedź na Twoje pytanie daje więc dopiero analiza otrzymanej wraz z fontem licencji i/ lub regulaminu sprzedaży (sklepu, twórcy itp.)

Prawo nie zabrania też fakturowania czy re-fakturowania, byle w zgodzie z posiadaną licencją i w jej zakresie, gdyż przekazywanie praw, których się nie posiada, to tzw. czynność dotknięta wadą prawną, a ta może skutkować nieważnością umów, może też być powodem roszczeń wobec Ciebie ze strony nie tylko twórcy ale i klienta.

_

I tym sposobem znaleźliśmy się przy myFonts:

Zamierzam korzystać z MyFonts, którego Państwo przy którejś okazji rekomendowali, stąd kupując czcionki do projektów tworzę sobie bazę płatnych czcionek, za które zapłaciłam i to będzie mój koszt, bez możliwości odsprzedania i w przypadku jakiejkolwiek kontroli czy upomnienia się autora czcionki będę miała podkładkę, że czcionka została zakupiona?

Tak, myFonts to zdecydowanie najlepszy sklep z najmniejszą ilością błędów i wad, przede wszystkim, prawnych—Adam Twardoch teraz pewnie spąsowiał na taką laurkę, wszak nie chwaliłem go za „trzcionkowanie” na Bachotex w tym roku, oj, nie chwaliłem za słynny jego manifest buntowniczo-nazewniczy, co dało nawet asumpt do zrobienia mu małego „psikusa” przez kolegów typografów:

Jednak myFonts ma wiele różnych licencji, co samo w sobie jest już niezłym orzechem do zgryzienia, nawet pomijając dostrzeżone przeze mnie i zgłoszone myFonts błędy w mechanizmie sprzedaży, np. rozbieżności między opisem fontu (commercial) a jego licencją (demo).
Licencje są różne, bo myFonts posługuje się licencjami twórców. Jeśli twórca nie dostarcza swojej licencji, wtedy domyślna licencja myFonts (w tym gąszczu istnieje także taka) oparta jest na prawie bodajże Delaware w USA.
Teraz już rozumiesz chyba, dlaczego ten akapit powiązałem na początku z poprzednim (patrz: nie zawsze umowę zawierasz na prawie polskim)?

Myślę, że jeśli chcesz uniknąć opisanych pułapek prawnych, to jeśli nie myFonts, wtedy pozostają już tylko sklepy samych wytwórni i twórców, jak Linotype czy Adobe na przykład, gdzie nadal jednak trzeba analizować licencje, ale tym razem bardziej pod kątem, czy pozwalają na użytek komercyjny (czyli do prac za zarobek).
W razie jakichkolwiek wątpliwości, w Creamteam Branding & Advertising Design Studio kontaktujemy się ze sklepem, wytwórnią lub nawet samym twórcą, a odpowiedzi przekazujemy klientowi i archiwizujemy wraz z wykonywaną dla niego pracą. W wypadku braku odpowiedzi lub odpowiedzi niewiążącej, odrzucamy taki font, informujemy klienta i archiwizujemy odpowiedź jak wyżej.

Kupować można w tylu miejscach, szczególnie w internecie, że zakupu możesz dokonać nawet od… złodzieja! Korzystanie zatem z renomowanych miejsc zakupu, jak „nasz” przykładowy myFonts, narzuca się samo przez się.
Podpowiem Ci, że zadbanie o wybranie dobrego i legalnego miejsca zakupu to czynność opisana w prawie jako dochowanie należytej staranności i w razie:

jakiejkolwiek kontroli czy upomnienia się autora czcionki [będę miała podkładkę, że czcionka została zakupiona?]

stanowi podstawę do stwierdzenia, że ewentualne naruszenie praw osób trzecich nie nastąpiło z Twojej winy lub zaniedbania.
Ma to o tyle sens, że w takiej sytuacji kara za naruszenie praw autorskich jest inna, zauważ bowiem, że, przynajmniej w polskim prawie, nie ma mowy o braku kary za niezawinione naruszenie praw autorskich.
Wyobrażam sobie, że w innym porządku prawnym może tak się zdarzyć, że brak zaniedbania zwalniać będzie od winy albo tę winę nawet powiększać (ustroje niesprawiedliwe też istnieją na świecie). Gdybam oczywiście, bo przecież nie znam wszystkich porządków prawnych.

[…] stąd kupując czcionki do projektów tworzę sobie bazę płatnych czcionek, za które zapłaciłam i to będzie mój koszt, bez możliwości odsprzedania […]

Ten urywek można zrozumieć dwojako…

…jeśli pytasz o kalkulację ceny przy odsprzedaży projektu, to jeśli licencja fontu pozwala na komercyjną odsprzedaż tzw. pożytków (w licencjach anglojęzycznych pojawia się w tym miejscu termin derywat), czyli rezultatów wykorzystania fontu, to te pożytki można odsprzedać (zwróć uwagę, że możesz tak kalkulować ich cenę, by odzyskać koszt nakładów poniesionych na pozyskanie fontu, ale musisz pamiętać, że co do zasady taka umowa nie przenosi praw do fontu, gdyż pożytki należy traktować jako nowy, osobny byt pochodny).

…jeśli pytasz o to, czy z „nieodsprzedawalnych” (in general) fontów tworzy się zbiór opłaconych fontów, które możesz używać bez przeszkód wielokrotnie w ramach otrzymanych wraz z fontami praw, to odpowiedź brzmi tak.

_

Co w przypadku ponownego użycia fontu przy innym zleceniu dla tego samego lub dla innego klienta? Trzeba czcionkę kupić ponownie w obu przypadkach?

Nic się nie zmieniło w trakcie pisania tej odpowiedzi, więc, jak już wspominałem wyżej, nadal zaglądasz do licencji.

Wolne licencje typu GNU i SIL wręcz narzucają Ci przekazanie fontu dalej wraz z przygotowanym dla klienta projektem—ale w taki sposób, w jaki sama go pozyskałaś (tu odsyłam do podanych linków)—i mogą ale nie muszą zmuszać Cię do wyzbywania się fontu przy jego re-dystrybucji, gdyż, mówiąc w skrócie, celem tych licencji jest swobodne upowszechnianie.

Zawsze bardzo ostrożnie należy podchodzić do wszelkich give away, freeware i freebies, pamiętasz uwagę o kupowaniu od złodzieja? To zdarza się nagminnie.
Tu, w praktyce, najczęściej sprawdza się zasada: porzuć i zapomnij, chyba że to Google Fonts, które jak myFonts cieszy się u nas w Creamteam Branding & Advertising Design Studio dobrą renomą!

Licencje komercyjne, te lepsze, sporządzane przez prawników (rzadko), zawierać będą oprócz zapisów umownych także inwokację do prawa stanowionego i tam będziesz szukać odpowiedzi, jeśli nie będzie jej w zapisach umownych w licencji.
W praktyce licencje komercyjne są zbyt często niefachowymi przeklejkami wykonywanymi przez samych designerów, a więc nie-prawników, na bazie już istniejących licencji, także stworzonych wcześniej na zasadzie głuchego telefonu.
W razie wątpliwości co do licencji komercyjnej zalecam, jak już wspominałem wyżej, rozsądek i kontakt ze sklepem, autorem, potem prawnikiem lub zmianę a nawet rezygnację z danego rozwiązania, jeśli wątpliwości nie zostaną wyjaśnione.

W praktyce, każda komercyjna generyczna licencja raczej prędzej zabroni Ci możliwości modyfikacji, odsprzedaży i przekazywania praw do fontu i samego fontu osobie trzeciej, spróbuje też wyłączyć jak najwięcej Twoich praw, ale nie będzie pozbawiać Cię prawa do dalszego użytkowania legalnie nabytego fontu po jednym jego wykorzystaniu, jeśli nie naruszasz umówionych warunków i licencja nie została Ci cofnięta (bo na przykład ją złamałaś).

Co nie znaczy, że takie ograniczone licencje szczególne nie istnieją, bo ich istnienie wynika wprost z prawa. Autor ma monopol prawno-autorski, w którym zawiera się także suwerenne prawo decydowania o sposobie dystrybucji jego utworu i zapewniam Cię, że z lubością z tego prawa korzysta, z własnej woli, a czasem będąc przymuszonym—licencja firm z siedzibą w USA zawsze wprowadza ograniczenia terytorialne narzucone prawem federalnym, nabyć więc fonty Adobe w celu używania w państwach dotkniętych embargiem eksportowym USA możesz, a legalnie ich użyć, już nie, i jeśli myślisz, że Ciebie to nie dotyczy, bo przecież nie współpracujesz z klientami z państw upadłych, to przypomnę, czego już prawie nikt nie pamięta, iż jeszcze całkiem niedawno Polska była na opisywanej liście USA.

_

Bardzo bym była wdzięczna za odpowiedź. Chciałabym działać zgodnie z prawem, a przeglądając fora można odnieść różne wrażenie, co do tej sprawy.

Bardzo Ci się chwali dążenie do poszukiwania wiedzy, trzeba jednak jej szukać w miejscach, w których występuje, i u podmiotów tę wiedzę posiadających.
Fora i listy dyskusyjne nie są takim miejscem, co już zauważyłaś. Koleżanki i koledzy też nie są dobrym źródłem i też już to wiesz.

Gdzie i u kogo szukać więc wiedzy i rozwiązań?

  • Stronę umowy (twórca czy wytwórca) już wskazałem. Nawet jeśli autor nie potrafił sklecić poprawnej licencji, raczej zawsze ma orientację, jak chciał, aby jego utwór był traktowany, używany i postrzegany.
  • Zbiory aktów prawnych (teoria), wyroków sądowych (wykładnia), opracowania merytoryczne i literatura fachowa dla tych, którzy potrafią je czytać…
  • …a dla nieumiejących samo narzucającym się skojarzeniem są prawnicy i kancelarie prawne.

Polecam na przyszłość te drogi wyjaśniania wątpliwości prawnych, nie tylko dlatego, że nie odpowiadamy za skutki użycia lub odrzucenia naszych dzisiejszych interpretacji, słów, przekonań i poglądów, ale także dlatego, że wielokrotnie przekonaliśmy się o sile rozsądku i zwyczajnej uprzejmej prośby o pomoc lub wyjaśnienie wątpliwości.

_

Mam nadzieję, że odpowiedziałem na wszystkie Twoje pytania.
W razie kolejnych zawsze możesz dopytać.
Czy pozwolisz jednocześnie, aby Twój list i ta odpowiedź znalazły się na naszym blogu? Na życzenie możemy zanimizować Twoje dane.

Pozdrawiam
Marek Szewczyk
creative director
Creamteam Branding & Advertising Design Studio

Pozwoliła!
Możesz więc okazać dziewczynie wdzięczność, na przykład skreślając kilka słów w komentarzu lub udostępniając ten wpis na forach czy na Facebooku.
Działaj!

_

Poczytaj także o zagadnieniach prawnych, fontach i designie na blogu Creamteam Branding & Advertising Design Studio:

4 Pingbacków/ Trackbacków