Słoik

Temat koniunkcji, przenikania się, wreszcie synergii formy i treści w komunikacji był już u nas poruszany. I nie tylko u nas, ale za każdym razem, gdy jedność formy i treści jest negowana, wydaje mi się, że wciąż powiedziano i napisano o kompozycji wypowiedzi za mało.

Słoikowy zawrót głowy

 

Dziś na początek zabawa! Rzuć okiem na takie sformułowanie: Weź se słoik (celowo nie stawiam tu kropki, a w środku używam błędnego „se”, gdyż zabawa opiera się na interpunkcji i w „traktacie” o błędach jakże przyjemnie jest wsadzić (celowo, dla zwrócenia uwagi) błąd właśnie, prawda, że już mam twoją uwagę?).
Zobacz teraz jak zmienia się sens tego zdania, gdy zapiszesz je tak:

  1. Weź se słoik.
    Zdanie oznajmujące, że możesz wziąć sobie słoik.
  2. Weź se słoik!
    Polecenie, masz wziąć sobie, najprawdopodobniej konkretny, znany ci słoik.
  3. Weź se słoik?
    Zdziwienie, mogące być odpowiedzią na zdanie 1–2, że masz wziąć sobie słoik, albo zdziwienie z powodu uprzednio użytego przez nadawcę komunikatu  potocyzmu (tylko językowi puryści)
  4. Weź, se słoik? ew. Weź! Se słoik?
    Głębokie zdziwienie—na przykład purysty językowego—wzmocnione dodatkowo stylizacją potocyzmem (no, weź!) i szyderczym powtórzeniem użytego uprzednio „se”—w odpowiedzi na dwa pierwsze zdania—wyrażające głęboką dezaprobatę dla formy tych zdań, coś w stylu: Naprawdę chcesz powiedzieć to, co powiedziałeś?
    Uwaga, krakusy mogą wyartykułować to samo prościej: Idze, idze!
  5. Weź se, słoik!
    Pozornie błędne, ale, już umieszczone w kontekście takiego na przykład Facebooka*, może być potraktowane jako forma obraźliwej wypowiedzi: Możesz (to) sobie wziąć, (ty) słoiku!
    * Facebook, z powodu mechanizmu linkowania do osoby za pomocą nieodmienionego przez przypadki imienia i nazwiska, zwany jest też „zabójcą wołacza” (tu: słoik! zamiast poprawnej formy słoiku!).

Powyższa zabawa we wstawianie znaków interpunkcyjnych chyba wystarczająco pokazała ci, że forma wypowiedzi jest po to, by móc napisać to, czego nie można wyrazić (na przykład z powodu różnego typu ograniczeń) lub nie będzie można wywnioskować z kontekstu. Just like that (tu powinna paść, uwaga, trudne słowo, jakaś wymowna onomatopeja, wyrażająca swoją obecnością, jak bardzo zajęty jesteś szukaniem szczęki pod szafą lub jak mocno wpatrujesz się w swoje świeżo odmalowane pazury)!

Powiem więcej. Jest ważna tak samo jak poprawne formułowanie wniosków, myśli czy wybieranie dowodów na obronę stawianych tez.
Posługiwanie się dowolnym elementem tego zbioru w sposób niewłaściwy lub nieumiejętny może na odbiorcy wywrzeć niekorzystne wrażenie, że używa ich głupek albo osoba nieświadoma świadectwa wystawianego sobie i jej nauczycielom. W najlepszym razie wyjść można na osobę będącą na bakier ze schludnością, podobnie jak wtedy, gdy masz brudne buty albo nie dbasz o higienę ciała. Myśleć i pisać każdy może, może dlatego tak wielu wydaje się, że zjawiska te nie są opisane za pomocą jakichkolwiek reguł. Niestety, te reguły istnieją i zostały stworzone w dawnych czasach, by odróżniać od siebie grupy społeczne. Ta rola nie została ani utrącona, ani utracona.

Tak więc błędy w formułowaniu myśli (gramatyka i styl wypowiedzi) i błędy w zapisie (ortografia i interpunkcja), jeśli je popełniasz, świadczą po prostu o chaosie w twojej głowie, chyba że masz na obronę jakiś lekarski papier.
Zapewne teraz właśnie chcesz powiedzieć: sam jesteś głupek!
Rozumiem to pragnienie, bo tak działa mózg, gdy rośnie poziom agresji lub strachu, umysł przestaje widzieć to samo co oczy, słyszeć to co uszy, a nawet konfabuluje i
dlatego możesz wyczytać to, co nie zostało napisane.

Nic z tego, nie pozwalaj sobie!
Mogę być winny braku wyszukanych manier, ale za twoje nieuctwo—a także pośpiech, zabieranie głosu w dyskusji, w której nie masz nic do powiedzenia, bez przygotowania lub w przeciągu, bo jedzenie na gazie—oraz fakt, że wychodzi ono w twoich wypowiedziach, niczym oliwa co zawsze sprawiedliwa…
Za to wszystko wiń tylko siebie!

 

Na koniec jeszcze zdanie, od którego, między innymi, zaczęła się historia dzisiejszego wpisu.
Spotkałem się z pewną dość zaskakującą wypowiedzią, znów deprecjonującą znaczenie tandemu forma–treść komunikatu, wypowiedzi czy myśli:

zla interpunkcja

Nie mogę zgodzić się z taką argumentacją.
Dla mnie, dobra powieść ze złą interpunkcją—jeśli zwichnięta interpunkcja nie jest świadomym zabiegiem stylistycznym—jest oksymoronem. Na pewno.

Takie branżowe skrzywienie, zrozum człeka! U nas, w Creamteam Branding & Advertising Design Studio, uważamy, że forma równa treści, musisz więc wybaczyć brak dalszej dyskusji na ten temat, bo to kwestia pryncypiów i wyznacznik tego, czy do pracy chodzi się tylko dla kasy, czy także dla przyjemności.
Wolimy jedno i drugie.

Poza tym, szermierka formą jest równie zabawna jak ta czyniona słowem (tak to już jest w wypadku zjawisk komplementarnych).
Poza tym, uwaga, jest i wartość dodatkowa, lepiej mieć w ewentualnej dyskusji dwa miecze niż jeden.
Poza tym, jest jeszcze kilka osób ceniących formę, na przykład on, Gołąb, więc tak łatwo się nie damy!
Poza tym… a nie, to już tu było.

 

_

Zobacz także na blogu Creamteam Branding & Advertising Design Studio:

 

 

 

4 Pingbacków/ Trackbacków