Szkółka niedzielna typografii

Dziś robi w internecie wielką furorę opracowanie na temat błędu niestosowania znaków diakrytycznych w piśmie. Jednak nie używaj tego linku, jeśli nie chcesz… popełniać błędów!

diakrytyki

Nie oglądaj tego opracowania, gdyż jest pełne błędów, które mogą ci się utrwalić.
To znany efekt obcowania ze złym językiem, zaczynasz mówić i pisać błędnie, prędzej niż później.
Poza tym, od dawna uważamy, że najbardziej niebezpieczne są te opracowania, które… są słabo opracowane, ale za to podane w „kunsztownej” formie.
Odbiorcy czytają oczami, chwaląc potem autorów tak przystępnych treści—mając ich nawet za swego rodzaju guru poruszanej tematyki, jeśli czytaniu towarzyszy bezmyślność lub brak wiedzy odbiorcy—a tymczasem zły pieniądz wypiera dobry, jak chciał Kopernik. Więcej z takich bryków kłopotu niż pożytku.
Nie wystarczy bowiem pisać i kompilować, niestety.

cudzyslow ci dbalosc procent

Wracając do błędów w opracowaniu, chodzi nam tu szczególnie o takie, których nie powinno w nim być (bo żona Cezara powinna być poza wszelkim podejrzeniem a dzieło o merytoryce wolne od merytorycznych znaków zapytania).
Czym byłaby krytyka bez paru przykładów:

  1. styl zdań: „52% mezczyzn nie dba o jakosc wypowiedzi pisemnych nie uzywajac znakow diakrytycznych”— celowy zabieg stylistyczny w postaci braku „ąsików” jest czytelny, ale czy to zdanie, stylistycznie i składniowo, na pewno jest po polsku?!;
  2. błędna odmiana: „28% liter w polskim alfabecie sa literami diakrytycznymi”— może przeczytajmy to głośno autorce, skoro nie czytała przed publikacją: dwadzieścia osiem procent […]

Tak więc, pionowych kresek nad „ć” czy nieprawidłowego znaku cudzysłowu nie ma się co czepiać w tym opracowaniu, bo stąd daleko jeszcze do rozwiązań typograficznych, o których wspomina autorka w odpowiedzi na uwagi do niej skierowane:

chodzi o cudzysłów? to zabieg kontrolowany, to że jest jeden przy każdej wypowiedzi – a nie dwa: otwierający i zamykający, też.” (pisownia oryginalna)
Martyna Wędzicka

Dlaczego mamy wrażenie, że zabiegi formalne mogą w ogóle, a nie w szczególe, zastąpić wiedzę o języku, który poddaje się tym zabiegom, i dlaczego mamy też wrażenie, że autorka zdaje się nie wiedzieć, że w języku polskim używamy innego (niż zastosowany przez nią) znaku cytatu?

 

Najpierw wiedza, potem infografika, głupio tak popełniać błędy w opracowaniu na temat… błędów!
Ale stało się. Wiadomo, dobrymi uczynkami, zasadniczo, jest wybrukowane piekło.
Ciekawe, że o poprawności czy moralności, najczęściej, najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy jeszcze trochę powinni poterminować w szkole.
Skoro o szkole mowa, kolejne pytanie, czy autorka nie powinna swojego utworu przedyskutować z promotorem przed publikacją, by nie wygłupiać się tego typu odpowiedziami na uwagi jej czynione:

Mimo starań nie jest idealnie. Jak chcesz mi doradzić to napisz mi wiadomość, bo teraz odbieram to jako wytykanie błędów na forum bez wyciągania pomocnej dłoni. Chyba, że to o to chodziło. (pisownia oryginalna)
Martyna Wędzicka

Droga Autorko, Ty jesteś autorem, Ty odpowiadasz za swoje dzieło…
Tego teraz nie uczą w szkole?
Na marginesie, to Ty oddałaś swoje dzieło pod dyskurs na forum publicznym, więc nie miej, łaskawie, pretensji, że się o nim dyskutuje, skoro dobrowolnie „wepchałaś się na afisz”! Na przyszłość, gdy znów zechcesz wyprodukować merytoryczne dzieło o merytoryce, zadbaj o merytorykę bardziej niż o opakowanie.

 

I jeszcze tylko jeden głos w dyskusji, który wydaje się wymagać omówienia:

aż pod dwoma profilami [zwrócenie uwagi, przy od autora], to musiało boleć http://misfitpolitics.co/…/upl…/2013/10/grammar-nazi.jpg (pisownia oryginalna)
Wojciech Obuchowicz

Generalnie, ignorantów nie brakuje. To widać. Klakierów* też nie. To widać.
Ręce opadają, gdy:

  • trzeba ludziom uzasadniać, że forum publiczne jest miejscem… publicznym, na które nie ma potrzeby się stawiać, ale gdy się na nie dobrowolnie wchodzi, trzeba liczyć się z regułami tego miejsca, np. ze swobodą wypowiedzi i możliwością braku akceptacji dla swoich poczynań,
  • trzeba ludzi upewniać, że zaangażowanie w sprawę, która interesuje zaangażowanego, nie jest niczym złym, a w świetle publikacji na forum publicznym jest wręcz pożądana, a nawet… wydaje się wezwaniem do zaangażowania się.

Może więc tylko p. Wojciechowi na jego zarzuty odpowiemy podobnie, linkiem: http://www.creamteam.pl/blog/uploads/2013/12/Apel-do-Autora-na-Antyweb.jpg

 

Dobra rada na koniec dla nas wszystkich (jak już pisaliśmy tu wielokrotnie, my też popełniamy błędy, ale nie zmuszamy do lajkowania i hołubienia ich, poza tym, my wiemy co to jest korekta i redakcja, przed a nie po):

  • korzystaj z redakcji i korekty (tak, przed a nie po),
  • spytaj słownik, on ci prawdę powie, wyciągnie pomocną dłoń,
  • więcej wątpliwości co do swojej wielkości, bo wątpliwości rodzą pytania, a kto pyta, nie błądzi.

 

* Często widzę wzruszenie ramion w odpowiedzi na prośbę o zachowanie formy.
Równie często zjawiają się natychmiast obrońcy wzruszającego ramionami, zwłaszcza w komentarzach na social media.
Od groupies gorszy jest tylko młody działacz o krótkim stażu, co psuje powietrze od razu, entuzjastka, neofita i gorliwy wyznawca, i właśnie jednostka ludzka obciążona jednostką chorobową zwaną klakieryzmem polskim.
Ten ostatni przypadek jest najgorszy, bo często ukryty pod pseudonimem „przyjaciel”. Pewnie znasz, przyklepuje twoje błędne zachowanie, klepie dobrotliwie po ramieniu, krzyczy, że przecież nic się nie stało. To wróg, bo przez niego nigdy nie dowiesz się, że coś musisz zmienić, to nieprzyjaciel, który sprawi, że nie zauważysz potrzeby zmiany, a więc nie pójdziesz dalej, nie rozwiniesz się.
mareksy, Creamteam Branding & Advertising Design Studio

_

Zobacz także na blogu Creamteam Branding & Advertising Design Studio:

 

1 Pingback/ Trackback

  • Pingback: Polemika akronimów | Creamteam Branding & Advertising Design Studio()

  • Jacek

    Argument Grammar Nazi i ten o ilości lajków mnie zabił…Dosłownie.

    • Przyznam, że mnie też, ale także w przenośni ;)
      Poza tym, stał się kanwą do przykrych przemyśleń nad strukturą społeczną miast i wsi.

      • Jacek

        Życie…

        • Tak, ale, z drugiej strony, тяжелая жизнь nie może wszystkiego uzasadniać.

  • Wojciech

    Marku Szewczyku, pozwoliłeś mnie zdzielić linkiem z zabawnym nawiązaniem do mojego nazwiska oraz poświęcić mi kilka wersów, więc odpisuje. Nie, nie żyje z pisania, bo jestem projektantem :).

    Grammar Nazi, no cóż, ja w tej dyskusji tak to widzę.. Radykalizm w formie przekazania o co Tobie chodziło, polegający jedynie na zdeprecjonowaniu pracy Martyny jest tego idealnym przykładem.

    Ciesze się, że są ludzie, którzy tak mocno przywiązują uwagę do używanego języka w internecie, nie każdy tak potrafi. Mam nadzieje, że tak samo skrupulatny jesteś jeśli chodzi o kulturę wizualną i jakość projektową Twoich prac graficznych… Życzę więcej lajków na profilu prywatnym i firmowym.

    • Absolutnie nie pozwalałem zdzielić Cię linkiem komukolwiek, tym bardziej, że nie stawałem w Twojej obronie.
      Sądzę jednak, że pozwoliłem sobie (i tylko sobie) zdzielić Cię linkiem (ach te urocze oboczności formy, prawda?).

      Naprawdę uważam, że projektant to brzmi dumnie i słowo to nie zwalnia od odpowiedzialności, a tym bardziej nie pozwala na gamoniowatość i niedouczenie. Warto zapamiętać!
      Jeśli myślisz, że będąc projektantem nie żyjesz z pisania, to może od razu zostań… ślusarzem? W sumie, to dobry fach, a Ty zdajesz się mieć wytrychy na każdą okazję (rysunkowe, ale zawsze).

      Grammar Nazi… Skoro się upierasz przy nazywaniu rzeczy mianem, które się ich nie tyczy… Ale może jednak przeczytasz w podanym niżej linku, co jest nie tak z tą nazwą?
      Oto link: http://www.creamteam.pl/blog/index.php/2013/blogosfera/

      „Biedna” Martyna wdała się w dyskusję—od kiedy to dyskusja deprecjonuje?
      Co innego wycieczki osobiste (tu grammar nazi) i powiązania towarzysko-rodzinne, które wykluczają trzeźwość osądu, zwłaszcza u przypadkowo mieszających się w dyskusję.
      W sumie, na miejscu Martyny, bardzo gorąco „podziękowałbym” Ci dziś za tę Jasnej Częstochowy obronę, nawet jeśli wyrwałeś się jak Filip z konopi.

      Jak wnoszę z Twojego komentarza, w przeciwieństwie do Ciebie, nie projektuję dla lajków, jak każdy profi, robię to dla pieniędzy.

      Tymczasem pozdrawiam z Biedronki

      • Wojciech

        W takim razie jako niePROFI i ignorant, nie pozostaje mi nic innego jak wrzucenie bloga do RSSów i follow Ciebie Marku na Behance. Do życzeń lajków i poklasku, którego jak widać ten wpis nie zebrał, dorzucam pozdrowienia!

        • Jeśli tylko potrafisz wrzucać i follować, to nowy czytelnik zawsze jest mile widziany.
          Tymczasem pozdrawiam dotychczasowych ośmiu!