XVIII Międzynarodowe Targi książki w Krakowie na gorąco

Byliśmy, także służbowo, zaangażowani w tym roku w kończące się właśnie Targi Książki w Krakowie (pozdrawiamy stojących w kolejkach i korkach). Międzynarodowe i osiemnaste, a jak zaraz się o tym przekonasz, obydwie te cechy mają ogromne znaczenie dla dzisiejszych rozważań.

Pewnym novum dla nas był fakt, że po raz pierwszy na imprezie tego typu wzięliśmy udział w panelu. Jako widownia, spokojnie, nasza gwiazda jeszcze rozbłyśnie!
Panel cieszy, bo stoiska jak stoiska, co roku takie same, a wręcz te same, dobre to może dla niewyrobionej klienteli. Nie dziw się więc, że tylko na widok jednego z nich zakrzyknęliśmy: —Zobacz, taki wystrój jak te stoiska ze Szwecji, pokazywane w trakcie panelu!—W takich realiach nawet dobra kopia cieszy…

Mogliśmy tak zareagować, ponieważ Mikołaj Topicha-Dolny z eLib.pl na wspomnianym panelu omówił wcześniej swój pobyt na podobnych targach książki, które odbywały się w Japonii, Szwecji i w Niemczech, i zilustrował je odpowiednimi slajdami.

Podając za Mikołajem, w wielkim skrócie, targi niemieckie są tak ogromne (w kontekście fizycznej rozległości, ale także ilościowym i jakościowym), że nawet pięć dni nie wystarczy, by choćby zobaczyć wszystkie stoiska (przypomnijmy sobie, że Targi w Krakowie to trzy dni publiczne i jeden dzień rozruchowy). Innymi słowy, bez osobistego planu zwiedzania lepiej się tam nie wybierać, gdyż wielokondygnacyjne pawilony, w dużej ilości obecne na terenie Messe, przytłoczą cię nie tylko jakością organizacji, kapiącym przepychem, ale przede wszystkim rozmachem. Plus niemiecka dokładność oraz organizacja i masz obraz całości.

Targi szwedzkie to tak samo dobra organizacja, bardzo ładny design stoisk oraz dość nietypowe formy reklamy ambientowej, które bystre oko mogło zobaczyć na slajdach prezentowanych przez prelegenta.
Skoro o reklamie mowa, Targi były obecne w mieście (w postaci obrandowania ważnych budynków, ale także po prostu ulic), w prasie, radiu i telewizji. Ten reklamowy atak był zmasowany i nieustający, jak podawał Mikołaj, a pamiętajmy, że mówimy o kraju, który bardzo silnie reguluje reklamę, by wspomnieć tylko o ustawowym zakazie wykorzystywania outdooru.
Targi te to także konwergencja (dość nietypowa, przyznajemy). Na Targach pomiędzy tradycyjnymi wystawcami obecne były także… partie polityczne (i to wcale nie zredukowane do krzywo uśmiechających się hostess na godziny). Musimy przyznać, że ich stoiska nie ustępowały pola tradycyjnym wystawcom, tak jakością wykonania, jak i polotem pomysłu. Ach, chciałoby się takich w Polsce.
Szwedzka propozycja to także świetnie przygotowane miejsca, w których za odpowiednią opłatą można się schronić z kontrahentem i porozmawiać lub choćby naładować telefon. Co zwraca uwagę, panele tematyczne były w zasadzie odpłatne, tym bardziej cieszy, że opowieść eLib.pl dostępna była za darmo.

Skoro mowa o konwergencji, to w Japonii zaskoczyć może nie tylko ponowna obecność tego zjawiska, ale także jego forma: sprzedaż luksusowych samochodów obok książek i innych dóbr kultury. Prawie jak w bogatych krajach arabskich na lotnisku (i właściwie na każdym kroku w budynkach publicznej użyteczności tamże).
Zaskakuje także ogromna ilość mangi, ale zaskakuje tylko nieobytych z rynkiem japońskim. Manga to Japonia, Japonia to manga—poczytaj u Lessiga o japońskim rynku komiksu drugiego obiegu, który, choć nielegalny, kwitnie w najlepsze, bo ani właściciele praw, ani tym bardziej konsumenci, nie zamierzają go ukrócić.
Najbardziej szokująca zdaje się być, według Mikołaja, kompletna amnezja dotycząca znajomości języka angielskiego, powszechna wśród wystawców japońskich. Co zadziwiające, jak dowodził prelegent, Japończycy poza granicami swojego kraju (na przykład już na targach w Krakowie czy Goeteborgu) popisują się świetną znajomością języka świata.
Prowadzący prezentację podkreślił (bo także zrobiło to na nim ogromne wrażenie, wszak posiada doświadczenia z pracy na rynku reklamy), że integralną częścią targów „książkowych” były targi designu, ale nie takie, jakie zwykle oglądasz w Stolicy na Pragie. Targi nie rękodzieła i innego projektanckiego badziewia z flaneli i spilśnionego materiału w formie torby na zakupy ziemniaków czy koszulek z głupawymi tekstami, lecz takie z prawdziwego zdarzenia, ogromne w skali ilościowej targi… projektantów graficznych.
Niestety, Japończycy zdają się lepiej rozpoznawać potrzeby tego rynku i ta część imprezy w Tokio objęta była całkowitym zakazem fotografowania! Nic więc nie możemy pokazać.
Polska Tygrysem Europy

Opowieść tę snuto na sali, gdzie były, wreszcie, dostępne gniazdka elektryczne.
Nie uświadczysz ich w pomieszczeniach ogólnych, jak kafeteria na dole czy stołówka na górze. Na piętrze to dopiero odbywały się dantejskie sceny walki o wolny stolik lub choćby krzesełko, wszystkim zaś przeszkadzał ogromny tłum czekających w wąskim przejściu prowadzącym do lady i kasy. Przejścia te oczywiście zawalone były stolikami, gdyż sama sala jadalna skrócona została ręką projektanta, tworząc ogromny świetlik nad głównym wejściem, tyleż widowiskowy co niepraktyczny.

Prądu więc raczej dla ludu nie było, ale nie ma co wydziwiać, skoro internet też był za hasłem i loginem. To stwierdzenie chyba wystarczy za komentarz?
To przez ten brak dostępu do internetu dopiero teraz pokazać ci możemy, że niektórzy z nas odnaleźli na przykład swoje okładki:

Irenka z Creamteam Branding & Advertising Design Studio i Wytwórni Wyrafinowanego Wizerunku prezentuje zaprojektowaną przez siebie okładkę do książki na XVIII Międzynarodowych Targach książki
Wszyscy z Creamteam Branding & Advertising Design Studio spotkali się za to z Człowiekiem Owianym Legendą, niestety dzień wcześniej była jakaś targowa impreza z (za) głośnym DJ-em, więc zdjęć ze spotkania nie będzie!

Drogę na tereny Expo znaleźć już trudniej. Wiedzie ona przez iście księżycowy krajobraz, przypominający wczesne lata budowy Nowej Huty. Gdyby można było go szybko przekroczyć, może by tak nie przeszkadzał, ale jeśli na teren Targów wiedzie jedna droga wylotowa do miasta, oczywistym jest, że stanie w korku jest zagwarantowane. Widoki też! Jak relacjonowali nasi znajomi, którzy się wybrali w weekend i nie mogli skorzystać ze specjalnej bramki wejściowej, korek to wstęp do kolejek do wejścia.

Punktualnie o 17:00 za to, ochroniarze wyrzucają odwiedzających do przeszklonego hallu. Pech chciał, że akurat w trakcie trwania Targów zepsuła się w Krakowie pogoda i pierwszy raz mieliśmy ujemne temperatury tej jesieni. Nie było więc nazbyt zabawnie obserwować z zimnego szklanego hallu, jak za taśmami ograniczającymi wstęp i za plecami ochrony dumnie prężyły się w rogu hallu niedostępne już niebieskie fotele obite przytulnym pluszem. Stój i marznij chamie, jak ci się zachciało kultury!

Chłód to w ogóle stały element wszelkich imprez w Polsce, więc i tym razem dał o sobie znać. Na terenie imprezy w zamkniętych halach było po prostu przeraźliwie zimno!
Do tego stopnia, że bywalców opisywanych dzisiaj zagranicznych targów podpytaliśmy, czy tamtym imprezom też towarzyszy fizyczny chłód. Nie mogli sobie przypomnieć, by zmarzli, co kazałoby przyjąć tezę, że to polska specjalność. I na co te wielkie nawiewy i szatnie…

Jeśli komuś nie dane było zmarznąć w trakcie imprezy, z pewnością miał okazję przeziębić się w hallu, kiedy próbował zamówić taksówkę.
To też krakowski folklor, gdy tylko zaczyna się szczyt, w Krakowie niemożliwością jest zamówienie taksy. Dwie najsilniejsze korporacje, z których korzystamy najczęściej, w ogóle nie podnosiły słuchawki, trzecia (ta najtańsza) podesłała taksówkę po kilkunastu rozmowach z automatem i jednej werbalnej prośbie, by pani operatorka poszukała raz jeszcze, czy ma coś w pobliżu. Zamawianie taksówki trwało prawie godzinę…

 

Takie atrakcje czekają na XVIII Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie
—No, dobrze, ale co ma wspólnego z tym opisem sytuacji zastanej na Targach liczba osiemnaście—powinieneś zapytać, jeśli udało ci się dotrzeć do tego miejsca w naszym tekście, za co bardzo ci dziękujemy.

Okrutnym (dla polskich organizatorów) zbiegiem okoliczności, na opisywane dziś targi w Tokio składają się sub-targi. Jedną z takich imprez były… osiemnaste targi książki elektronicznej!
Osiemnaście lat tradycji w sprzedaży e-booka robi wrażenie (przypominamy, że ten rynek, według najnowszego Raportu o rynku e-booków w Polsce Virtualo, w 2010 roku właściwie w Polsce nie istniał, a to już prawie 5 lat temu!).

Jak sądzisz, czy Japończykom udałaby się taka sztuka, gdyby, zamiast prezentowanych (przez Mikołaja na slajdach z Targów) dróg wewnętrznych wysadzanych palmami, zaoferowali odwiedzającym widoki z Księżyca, a zamiast dostępu do internetu i gorącej strawy poprzestaliby na robieniu dobrej miny i udawaniu, że i tak mamy szczęście, bo przecież mogliśmy trafić pod namiot, jak to onegdaj bywało, a nie do zimnej hali, której otwarcia w tym roku doświadczyliśmy?

P.S. Koszy na śmieci też nie było. Prawdą jest, że kilka jednostek organizacyjnych odgraża się naszemu krajowi, więc wzorzec przyszedł pewnie wprost z paryskiego metra. To akurat jesteśmy w stanie zrozumieć.

_

Na koniec, życzymy mimo wszystko przyjemnego czytania, wolnego od wszelkich frustracji! Może nawet wybierzesz coś, co recenzowaliśmy już wcześniej na naszym blogu, za co z góry dziękujemy. Spróbuj zacząć z tą listą naszych „książkowych” artykułów: