Na dziesiątego kwietnia

Słyszę głosy.
Cokolwiek myślisz w tej chwili, wiedz, że się mylisz!
Mówiąc jednak po francusku, alle (do rzeczy)!

Głosy te pochodzą zewsząd (i raczej z zewnątrz), więc mam nadzieję, ze mną raczej wszystko w porządku. Głosy to oburzone, potępiające jakość dziennikarstwa polskiego.

Przyznam, że się nie dziwię. Poziom dziennikarskiego tałatajstwa jest już niemal nie do ogarnięcia, za chwilę trzeba będzie sobie także redakcje wykreślić z CV, tak jak teraz wypada nie przyznawać się do pracy w reklamie (na marginesie, temat, który poruszyłem w trakcie debaty na Uniwersytecie Wrocławskim).

Tym gorzej znosi się ten poziom pisarstwa, depresyjny jak Niderlandy, że dziennikarstwo niskich lotów robi się bardzo bezczelne, tu i ówdzie karząc sobie płacić za wybrakowane językowo produkty:

Mareksy #czytakomentarze, także te:

Nie pochodzę wprawdzie z czasów, w których za terminowanie płacił uczeń mistrzowi, nie na odwrót, ale zaczynam zadawać sobie wiele pytań, na przykład, komu to przeszkadzało, dlaczego wiedza nie roznosi się drogą kropelkową, a ignorancja owszem, dlaczego obecnie mamy taką sytuację, że byle przechodzień po kilku klasach podstawówki mógłby zrobić czasopismu korektę i byłoby czerwono!
Wychodzi na to, że rację miał klasyk, twierdzący, że takich dziennikarzy to można sobie kupić w każdym sklepie wędkarskim.

 

Jak już wspomniałem, słyszę zewsząd głosy, także te, potępiające wszelkie enuncjacje „smoleńskie”. Szczególnie ich dużo podnosi się w ostatnim tygodniu, więc, jak mniemam, miała miejsce jakaś około rocznicowa spektakularna ustawka medialna.
Tymczasem, pora jest po temu, rocznica, by o Smoleńsku trąbić swobodnie i bez uwag postronnych. Jeśli nie teraz, to kiedy (to jest ten moment, w którym zastanowić się musisz nad aspektem logicznym)!

Krzyczą więc dziennikarze, jak umieją, a że w dużej mierze nie potrafią, co udowadniają każdego dnia, to tylko krzyczą. A ludzie mają dość i ja to rozumiem! Walczyliśmy jednak o to, by każdy mógł pieprzyć, co chce. Kto nie wierzy, niech sobie zobaczy taki słynny obrazek Mleczki z, nomen omen, pozycji o tej samej nazwie.
Jak już chyba widzisz, nie zgadzam się z próbującymi zamknąć usta choćby najbardziej obrzydliwym krzykaczkom i tubom. Jestem już dorosłą i kompletną osobą, nie zaszkodzi mi ten czy inny pogląd, a powinienem też móc dawać sobie radę z umiejętnością selekcji i wyboru, we własnym zakresie. Mam nadzieję, że tobie też nie szkodzą cudze poglądy.

Rejwach wokół Smoleńska jest więc dla mnie zrozumiały.
Oczywiste, że nie mam tu na myśli oczywiście czytelnych partykularnych interesów zaangażowanych stron i sił, przede wszystkim politycznych…ale tych, co inaczej nie umieją, zostawmy dzisiaj samym sobie.

Trzeba nam, obywatelom i ludziom myślącym, jednak przede wszystkim uwzględnić, że nawet jeśli finał lotu prezydenckiego samolotu był przypadkiem lub wypadkiem, to bardzo niefortunnym—już raz, ale przez długie lata, Rosjanie o tym miejscu kłamali. Długo też trzeba było ich przekonywać, by w ogóle wydalili z siebie bąka prawdy.
Ba, był taki czas u nas, gdy za prawdę o tym miejscu przetrącano życie, więc nie dziwię się, że ta sprawa to gorący węgiel z ogniska. Dziwiłbym się, gdyby nim nie była, bo to by bardzo źle świadczyło o nas, Polakach, wyglądałoby na to, że Duńczycy bardziej kochają swoje zarekwirowane przez Niemców rowery niż my naszych rodaków.

Czy muszę dodawać, że wszystko bardzo już źle zaczęło się składać po inwazji na Ukrainę, źle dla zwolenników teorii wypadku czy bratniej miłości, co powinien przyznać każdy zdroworozsądkowo myślący człowiek:

Wsiegda gotow, Wania! #putin #russia #polska #propaganda #poster #putler #achtung #achtungrussia #poszliwonkacapy #freedom

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Marek Mareksy Szewczyk (@mareksy)

Reasumując, rozumiem społeczne zainteresowanie (przypomnę, że powyżej wykluczyłem ubijanie interesów politycznych czy społecznych na cudzym nieszczęściu) i sam jestem zainteresowany, jak to się wszystko skończy, szczególnie, że koniec może być dość nieprzyjemny dla mnie i czasów, które znam. Tylko głupi by nie był w takich okolicznościach, ale oczywiście, mogę się mylić.

Nawiązując jeszcze do początku rozważań… Może rocznica to także ten moment, by uczcić chwilą ciszy nie tylko, chociaż przede wszystkim, ofiary smoleńskiego lotu, ale także ofiary odchodzących zawodów, same te profesje oraz rozsądek i język, który ginie wraz z nimi na naszych oczach.

_

Zobacz także na blogu Creamteam Branding & Advertising Design Studio:

 

Mogą cię też zainteresować zagadnienia językowe, poruszane na naszym blogu:

1 Pingback/ Trackback