Ten Windows

Na blogu Creamteam Branding & Advertising piszemy o… no, zgadnij o czym!
Tak, o designie też, ale świat byłby bardzo ponurym miejscem, podobnym do tego znanego z serii filmów o Adasiu Miauczyńskim, gdyby przychodzili do nas tylko koledzy poczytać o nowych wiertłach i borowaniu. Dlatego staramy się pisać o tym, co naszym zdaniem jest ważne i zajmujące także poza światem projektowania graficznego.

Ten Windows

Dziś nasz wybór padł na Windows, tak, Ten Windows!
Siłą rzeczy musimy uznać, że temat Ten jest ważny i zajmujący, gdyż jakże mogłoby być inaczej, gdy nasz mareksy, creative director Creamteam Branding & Advertising Design Studio, osobiście zaangażował się w jego poznanie… i tak się angażuje już od dnia premiery, a przecież miała ona miejsce jeszcze w zeszłym miesiącu.
Oto, co dzięki naszemu kreatywnemu wiemy już dziś na temat Windows 10!

Instalacja,
a także problem klucza instalacyjnego

Z instalacją, która przebiega bardzo sprawnie i odbywa się online za pomocą usługi Windows Update, trzeba uważać i to nie tylko dlatego, że za każdym razem system po zainstalowaniu może mieć bugi, i nie tylko dlatego, że to mogą być różne bugi! Oczywiście, niepowtarzalność instalacji jest istotnym problemem, ale przed tobą czai się znacznie większy, na ekranie wyboru wersji instalacji.
Jeśli nic ci nie mówią terminy użyte w tym artykule, najlepiej będzie, jeśli po prostu wybierzesz opcję instalacji z zachowaniem wszystkich ustawień, dokumentów i programów, by po około 40 minutach cieszyć się z nowego wyglądu Windows 10 z pełną zawartością (mamy nadzieję) starego systemu.
Jeśli nie jesteś znawcą tematu, pozostałe opcje, szczególnie tzw. clean boot (czysta instalacja), mogą u ciebie spowodować sporo problemów, o których traktuje nasz dzisiejszy artykuł.

Oprócz instalacji online, możesz też pobrać nośnik instalacyjny ze strony Microsoft, na przykład po to, by zrobić czystą instalację z pełnymi szykanami, partycjonowaniem, formatowaniem itd., ale mareksy odradza clean boot w każdej wersji.
Nie dlatego, że ten jest niemożliwy do przeprowadzenia w oparciu o dysk instalacyjny, bo tu akurat wszelkie fora i strony tak twierdzące mylą się, bazując na przekonaniu, że brak klucza instalacyjnego uniemożliwia instalację.
Jest wręcz przeciwnie, instalator dwa razy, na początku i na końcu procesu, zapyta o klucz instalacyjny, ale teraz, inaczej niż to miało miejsce w przypadku dysków instalacyjnych Windows 8.1, guzik Pomiń na karcie z pytaniem o klucz działa i po jego użyciu instalacja trwa dalej.
Po zainstalowaniu systemu instalator znajdzie samodzielnie w BIOS maszyny (dotyczy raczej komputerów, którym system operacyjny preinstalował producent) klucz do poprzedniej wersji systemu i wtedy automatycznie sam się zaktywuje. Jeśli go nie znajdzie, telefon do Microsoftu cię nie ominie. Voila, koniec pytań o to, co zrobić z nośnikiem, bo klucz z Windows 8 czy Windows 7 nie działa!

Dobrze, ale dlaczego mareksy odradza czystą instalację, skoro to takie proste?!
Już tłumaczymy! Windows Ten ma swoją bazę danych instalatorów programów i programów, które nie są kompatybilne z nowym systemem. To ta baza jest przeszkodą na drodze do cieszenia się czystą instalacją Windows 10. Mareksy próbował kilku różnych sztuczek w celu poradzenia sobie z tą bazą. Podobne problemy napotkał przecież także w poprzednich wersjach systemów operacyjnych Microsoftu i szczęśliwie je rozwiązał. Jak nam wytłumaczył jednak tym razem, nie ma możliwości obejścia blokady systemowej dla instalatora programu znajdującego się na tej liście. Każda próba zainstalowania programu z listy skończy się informacją:
Corel X4 Windows 10 Incompatibility

Oznacza to, że Windows 10, zainstalowany na poprzednie wersje systemów operacyjnych wraz z zachowaniem programów w nich zainstalowanych, pozwala niektórym niekompatybilnym programom działać w tak przygotowanym środowisku.
Jeśli jednak dokonasz czystej instalacji i spróbujesz teraz zainstalować niekompatybilny z Windows Ten program, klamka zapadła i programu nie zainstalujesz.
Jeśli jesteś szczęśliwym posiadaczem czystej instalacji, nie pozostaje ci więc nic innego, jak cieszyć się Windows 10 w takiej postaci, jak jest, a bardziej niezadowolonym z takiego obrotu rzeczy pozostaje powrót do poprzedniego systemu lub wirtualna maszyna.
Przez kilka chwil ten artykuł będzie traktować o takiej właśnie sytuacji, by na koniec powrócić do krótkiego podsumowania Windows 10 na gorąco.

 

Powiedz, że masz backup!

Skoro masz czystą instalację, więc na własne życzenie zostajesz bez możliwości oferowanej przez zwyczajny tryb instalacji—jeśli Windows 10 nie spodoba ci się, w przeciągu podanego tam czasu (kilkanaście, kilkadziesiąt dni), Windows Ten sam się odinstaluje i przywróci system operacyjny hosta. Szczerze, nie widzieliśmy tego!

Pozostaje ci więc tylko użyć windowsowego image backup (obrazu dysku), ale tu czeka cię niespodzianka! Nowy Windows podmienia wielkości partycji, systemowej i ukrytej startowej, by za partycją systemową utworzyć nową dodatkową i ukrytą partycję.
Gdy użyjesz obrazu dysku z poprzedniej instalacji (wykonanego za pomocą usługi Windows)  w oparciu o dysk rozruchowy (powiedz, że gdy system się domagał, przygotowałeś sobie taką!), poprzedni system i tak nie zobaczy Twojego image backupu! Ba, nawet jeśli użyjesz dysku instalacyjnego tego systemu (co wydaje się ostatnią deską ratunku), nic to nie zmieni, bo takie zachowanie systemów operacyjnych jest pochodną użytych w tej kwestii zabezpieczeń dokonanych przez Microsoft (o czym będzie za chwilę). Tak jest skonstruowana usługa w Windows, odpowiedzialna za odzyskiwanie systemu, że dyski vhd i vhdx (dalej zwane dyskami wirtualnymi) nie zostaną rozpakowane na partycje, które różnią się wielkością choćby o bajt od tych zarchiwizowanych w backupie!

Co to oznacza w skrócie? Jesteś w kropce.
Tym bardziej, jeśli dysk startowy zawiera także partycje z danymi, o co dziś nie jest trudno. Mnóstwo komputerów (zwłaszcza przenośnych) ma jeden duży dysk zawierający wszystkie dane, a nawet te z wieloma dyskami mają często tak duży dysk startowy, że aż szkoda z niego nie wydzielić dodatkowego miejsca na dane (powiedz, że się mylimy!).
Raczej trzeba będzie je przegrać lub w ostateczności usunąć, nie zapomnij też zważyć czasu, który zmarnujesz na te próby ratowania danych!
W takiej sytuacji powinna wprawdzie pomóc instalacja starego systemu i potem odzyskanie swojego image w tym systemie, w praktyce jednak instalacja na nowo starego systemu nic nie da. Z jakiegoś nieznanego powodu w takiej sytuacji stary system odmawia dostępu do funkcji formatowania dysku startowego w trakcie odzyskiwania, która ma za zadanie przywrócić zapisany w backupie layout partycji (funkcja jest, ale wyszarzona). Tu trzeba by więc podzielić dysk startowy wg starego wzoru ręcznie, i teraz powiedz, że wiesz, jak uzyskać co do oczka te same partycje, które miał stary system…
Właściwie więc, możesz posiadany image wyrzucić do kosza… Ale jeszcze poczekaj, zaraz się okaże, że jednak się przyda! Tymczasem, niech to będzie jak cliffhanger w serialu! Wracamy w następnym akapicie.

 

Wirtualne rozwiązanie

Od razu pozbawimy cię złudzeń, wszak na pewno już się nudzisz i twierdzisz, że nasz tekst jest tl;nr, więc do sedna! Maszyna wirtualna jako sposób na odpalenie poprzedniego systemu z zainstalowanymi w nim już programami też nie jest rozwiązaniem.
Długie godziny spędził nasz kreatywny na poszukiwaniu informacji o dyskach vhd i vhdx w maszynach wirtualnych. Z tych poszukiwań wyłania się jedna prawda, dyski takie nie mają bootsectora, wszak ten pozostał w oryginalnej maszynie, która była backupowana do takiego dysku.
Nic nie pomogą sztuczki z przegrywaniem plików systemowych i manipulowaniem danymi startowymi w dysku wirtualnym. Mareksy próbował, ale wreszcie i on się zorientował—co potem potwierdził u jednego z autorów piszących na ten temat—że to nie jest dobry interes dla Microsoft, by user zaktywował system, wykonał z niego backup, a potem przenosił go lub instalował na kolejnych komputerach!
Taka jest prawda, maszyna wirtualna nie odpali takiego systemu z dysku wirtualnego, a próba wgrania image na zainstalowany w wirtualnej maszynie świeży OS nic nie da, taki system sypnie tylko BSOD, dlatego że wirtualna maszyna nie jest dokładną kopią fizycznego komputera, na której VM gości. Dodaj do tego jeszcze czas potrzebny na przygotowanie dysków wirtualnych z zawartością image, co pochłania zazwyczaj nawet kilka godzin.

 

Nowa nadzieja

Pozostaje więc tylko jedna możliwość…
Za pomocą zewnętrznego oprogramowania linuksowego lub działającego pod Windows PE wykonałeś kiedyś backup dysku startowego i teraz masz możliwość przekonania się, czy zadziała. Jeszcze raz to powtórzmy: powiedz, że masz backup! A jak nie masz, to skorzystaj z dysku instalacyjnego, nie mów tylko, że też nie masz!

…i jeszcze jedna, pod warunkiem, że masz jakiś wolny system Windows i możesz go poświęcić na zainstalowanie w wirtualnej maszynie i dokonanie na nim aktywacji w tym środowisku.
Jeśli masz taki system, potrzebna ci już tylko… maszyna wirtualna (tym razem się sprawdzi i przekonasz się o tym za chwilę). Tu, za mareksym, polecamy komponent zaszyty w Windows 10 (na marginesie, także w Windows 8.1). Nazywa się Hyper-V i chociaż możesz odnieść wrażenie, że ma to coś wspólnego z oddawaniem krwi wampirom w hollywoodzkich produkcjach serialowych, maszyna wirtualna Microsoftu nie wyssie z ciebie tak wiele krwi, potu i łez, jakby to mogła sugerować nazwa!
Komponent jest bezpłatny i dostępny od ręki. Trzeba go tylko doinstalować z Panelu Sterowania Windows (wybierz Widok wg Kategorii, potem Programy, a następnie Dodaj lub Usuń Składniki Windows):Where to find Hyper-V

Zakładanie wirtualnej maszyny w programie jest bajkowo wprost łatwe, pominiemy więc tu wszelkie opisy czynności obsługowych, gdyż w sieci znajduje się mnóstwo poradników na ten temat.
Mieliśmy tylko jedną szczególną trudność. Wiele zachodu kosztowało nas uruchomienie sieci w maszynie wirtualnej Hyper-V, dlatego też nie polecamy instalowania Windows Xp oraz Windows 7 w maszynie, gdyż sterowniki maszyny mają w tych systemach problem z kartami sieciowymi oraz graficznymi. Za to Windows 8 wyświetla na Nvidia doskonały obraz HD i to nawet wtedy, gdy host takiej maszyny wirtualnej wyświetla wiele ekranów. Poza tym doskonale radzi sobie z połączeniami sieciowymi, oczywiście tylko wtedy, kiedy domyślisz się jak mareksy, że serii niepowodzeń w tej kwestii winna jest, zewnętrzna dla środowiska wirtualnej maszyny, fizyczna kontrola MAC adresów na Twoim routerze!

Tak możesz wydostać się z matni czystej instalacji bez czasochłonnych prób odzyskania starego systemu. Dodatkowo, zainstalowanie starszego systemu w wirtualnej maszynie, a następnie w niej potrzebnych programów, które nie mogą być zainstalowane lub działać w Windows Ten, to dobry krok na drodze do obejścia problemów z programami w nowym Windows. Także dla tych, którzy jednak skorzystali z procesu instalacyjnego z zachowaniem programów i ustawień pierwotnego systemu.
To dobre rozwiązanie także dlatego, że Windows 10 bardzo dobrze radzi sobie z zasobami, tak więc używanie maszyny wirtualnej nie spowodowało jakiegoś specjalnego zapotrzebowania na pracę procesora. Zauważ jednak, że mówimy tu o procesorach z serii i7. System hosta i system wirtualny pracują płynnie, na dodatek wymiana danych, co zawsze jest kłopotliwe w kontekście używania maszyn wirtualnych, odbywać się może przez sieć lub za pomocą grupy domowej, nie trzeba więc manipulować przy dyskach, by je podłączyć do wirtualnej maszyny.

 

A co by było gdyby!

Skoro już o tym mowa, wspominaliśmy wyżej, żeby wstrzymać się ze spisywaniem na straty posiadanego image backupu. Może się on bowiem przydać, by uruchomić programy, które działałyby w Windows Ten, gdyby jego instalacja odbyła się innym trybem niż jako clean boot.
Image backup w postaci dysku wirtualnego można zamontować, co nie każdy wie, jako normalny dysk twardy. By to zrobić, trzeba z menu startowego, klikniętego prawym klawiszem, wybrać Zarządzanie dyskami, a w samej konsoli wydać polecenie:How to mount virtual driveNie przejmuj się, dysk vhdx też zostanie zamontowany, chociaż nazwa komendy może zasugerować inną opcję.

Skoro można go zamontować, to można jego zawartość skopiować. Tak też pomyślał nasz mareksy eksperymentator, który tymczasem zorientował się, że Corel X4 działał mu, gdy Windows 10 zainstalował z zachowaniem programów, dokumentów i ustawień, niestety nie dawał się zainstalować w Windows 10 po czystej instalacji. Skoro działał, pomyślał, to znaczy, że musi działać, trzeba tylko znaleźć rozwiązanie!
Tak też zrobił.

Przegrał wszystkie katalogi o nazwie Corel z takich miejsc jak Program Data, %user%\AppData oraz Pliki Programów (x86) i z jego podkatalogu Common Files. Zazwyczaj taki zabieg wystarcza, by uruchomić zainstalowany i zaktywowany wcześniej program… tym razem jednak to było za mało!
Na szczęście nasz mareksy jest dobrym kreatywnym i jeszcze lepszym obserwatorem, dlatego już po trzeciej próbie uruchomienia programu zauważył, że sam program tłumaczy mu, czego jeszcze nie zrobił.
Corel w oknie informacyjnym poinformował go bowiem, że program nie może odnaleźć środowiska pracy w kluczu w rejestrze systemu Windows! Mareksy skorzystał więc tym razem z faktu, że już uruchomił Corela w maszynie wirtualnej, by z wirtualnego systemu operacyjnego wydobyć gałąź rejestru o nazwie Corel, wyeksportować całą jego gałąź (odpowiednia komenda znajduje się w regedit.exe) i zaimportować ją do rejestru Windows 10 (gdy już masz plik *.reg wystarczy dwu-klik i pominięcie alarmującego komunikatu Windows o szkodliwości takiego działania). Na marginesie, gałąź podawana przez program znajduje się w nieco innym miejscu, niż wskazywał Corel, ale ponieważ występuje w rejestrze tylko raz, z pewnością dasz sobie z tym radę.
Tak przygotowany Corel działa bez problemów w Windows 10, a mareksy mógł pozbyć się wirtualnej maszyny, bo mimo najszczerszych chęci, pomysł z wirtualną maszyną podoba mu się mniej niż program działający natywnie.

Jedynym problemem w działaniu tak uruchomionego programu jest górna listwa z menu, która w oryginale pobiera grafikę tła (ciemną, cieniowaną) z domyślnej kompozycji systemu Vista, a ponieważ w Windows Ten nie ma ciągłości w tej kwestii, listwa ta jest nieobecna, przez co nazwy pozycji menu są widoczne tylko, gdy najedziesz na nie myszką:

Mareksy instaluje Corel X4 w Windows10
Tak się mści pisanie programów pod konkretny system, nie dość, że starsze wersje działają bez problemu i człowiek czuje się jakby został nabity w butelkę i to wcale nie tanią (zobacz ceny oprogramowania Corel, a zrozumiesz), to jeszcze potem nie widać jakichś teł, które są na… są niepotrzebne!
Dla nas nie stanowi to najmniejszego problemu, wszak fachowcy używają skrótów klawiaturowych. Jeśli jednak masz z tym problem, mareksy donosi, że w wirtualnej maszynie Corel ma swoją listwę wyświetlaną poprawnie.

Mareksy prosił nas także, by przypomnieć, że:

  • żadna z opisanych tu operacji nie naraziła na szwank działania jakiegokolwiek programu,
  • aby wszystkie opisane tu operacje mogły zakończyć się sukcesem, trzeba używać tylko legalnych kopii oprogramowania (jak mówi, skoro on może dzwonić po nocach do automatu Microsoft i podawać mu trylion dwieście cyfr, by w odpowiedzi automat podał mu z szybkością karabinu, nomen-omen, maszynowego dwa kwantyliony liczb klucza aktywacyjnego, to ty też możesz),
    Creamteam Studio Brandingu i Reklamy to opowieść o reklamie, identyfikacji i designie, prosto z Krakowa, serca Polski. Creamteam to opowieść o łączeniu pasji tworzenia w brandingu z miłością do profesjonalizmu w reklamie. Creamteam to najlepsze połączenie obydwu! _ We are Creamteam Studio. A story about Branding & Advertising from Cracow, royal old town in Poland, the heart of modern Europe. Creamteam is the story about connection between love, passion & professionalism.
  • wszelkie operacje, które tu opisaliśmy możesz wykonać tylko i wyłącznie na swoją odpowiedzialność, a my nie ponosimy jakichkolwiek skutków twoich posunięć.

 

Użytkowanie

Po pierwsze, widać jak na dłoni, szczególnie w wyniku konieczności użycia w wirtualnej maszynie Windows 8 wraz z Windows 10 na maszynie fizycznej, jak bardzo kiepskim systemem był Windows 8. Jak mówi mareksy, nie bez zdziwienia stwierdza taki stan rzeczy, bo przecież znał i lubił Windows 8. Poprawka 8.1 faktycznie wnosiła więcej światła i życia do tego systemu, sprawiała, że chociaż system operacyjny nieco zwolnił, to jednak zyskał na innych polach. Na tle Windows 8 szczególnie blado wypada natomiast Windows 7, tak przez wszystkich chwalony.

Za to Windows 10 na tle braci iskrzy się niby perełka i chociaż można łatwo natrafić na nowe błędy*, a stare dobre wydają się nienaprawione**, to nic nie odbierze Windows 10 szybkości działania i małej zasobożerności. Przykładowo, uruchomienie Firefoksa z tym samym zestawem okien w Windows 8.1 kosztowało 10% pracy procesora, w Windows 10 wskazówka oscyluje pomiędzy 0 a 2%.

* Chcesz zobaczyć jeden nowy błąd Windows 10, zrób tak:
otwórz ustawienia kont, wybierz zmianę awatara, w tak otworzonym aplecie Eksploratora kliknij prawym klawiszem w jego lewy panel! Bam, do restartu maszyny ustawienia są zablokowane i mają status: Brak odpowiedzi na liście zadań!.

** Zalecamy, za mareksym, w razie odzyskiwania systemu, w odświeżonym systemie naprawić Windows Update—w Panelu Sterowania wybierz Widok Kategorii, teraz z grupy System i Zabezpieczenia wybierz opcję Znajdź i Rozwiąż Problemy—gdyż ten tradycyjnie, jak to ma miejsce od Windows 7, nie działa po operacji przywracania.
Naprawa Windows Update Windows 10

Ponieważ porównujemy na tej samej maszynie, ale jednak różnie zainstalowane systemy (Windows 8.1 na Windows 8 z zachowaniem ustawień i programów w stosunku do Windows 10  w trybie czystej instalacji ale już po zainstalowaniu całego potrzebnego oprogramownia), pragniemy otwarcie zaznaczyć, że zdajemy sobie sprawę, iż przyczyną pracy Windows 10 na tak niskich wartościach może być także fakt braku programów tradycyjnie obciążających komputery z preinstalowanymi systemami operacyjnymi.
Nasz testowy Windows 10 pozbawiony jest całego crapware, którym przymusowo obciążony był Windows 8.1, co, tu ciekawostka, skutkuje na dodatek odzyskaniem sprawności wielu systemów, na przykład guzików sprzętowych (radio Wi-Fi i BT), które pod Windows 8.1 były nieużywalne i aby wyłączyć radio musieliśmy kartę sieciową wyłączać w Menedżerze Urządzeń, gdyż producent komputera ich użycie wspomagał za pomocą oprogramowania, które nie chciało działać poprawnie już pod Windows 8, a pod Windows 8.1 wysiadło kompletnie.

Tak więc, błędy są, ale raczej dziedziczne, a nad tymi łatwo zapanować, gdyż wiadomo o ich występowaniu, łatwo je też znaleźć, a, poza tym, przez lata zbierania doświadczeń mamy już na nie remedium.
I tylko na jedno nie posiadamy lekarstwa, bo… go po prostu nie ma!
Rodzi się w nas niedobre wrażenie, że gdy trzeba przegrać więcej niż kilka stron www, którym, jak wiesz, towarzyszy czasem nawet kilka tysięcy zapisanych wraz ze stroną małych plików składowych, wtedy Windows 10 głupieje, prędkość zapisywania spada do zera i nie pozostaje nic innego, jak ubić proces kopiowania, który też czasem potrafi zapętlić procesor i sprawić, że wentylatory zaczynają wyć niemiłosiernie.
Obyśmy się mylili, bo kiedy ostatnio Microsoft miał taki problem ze swoim systemem, a było to w Viście, wtedy lekarstwem okazał się dopiero… Windows 7!

Mniej także widać rozdwojenie jaźni, towarzyszące Ustawieniom Windows 8-8.1 , dostępnym ni to w Panelu Sterowania, ni to w Ustawieniach. Ono oczywiście nadal występuje, ale mniej rzuca się w oczy, może dlatego, że więcej można ustawić w nowego typu apletach.

W kwestii ergonomii i codziennej pracy system Windows jeszcze zyskał w stosunku do Windows 8.1. Teraz można natywnie używać dzielenia ekranu na połówki i ćwiartki, a programy, które koniecznie musimy trzymać otwarte na całym ekranie, możemy wrzucać na kolejne wirtualne pulpity.

Eksplorator powiela funkcje zaszyte w bracie z Win 8.1, ale znów dokonała się zmiana w lewym panelu, naszym zdaniem lepsza ergonomicznie, przynajmniej teraz łatwiej znaleźć… Pulpit, z czym było sporo problemów w poprzedniej wersji, gdzie lewy panel Eksploratora oparty był na koncie użytkownika (teraz możliwym do ukrycia tak, że pozostaje tylko gałąź fizycznego komputera). Przesunęły się w dół Grupa Domowa i Biblioteki, to dobrze, niestety nadal One Drive wymaga ręcznych zmian w Rejestrze, by mógł być „zniknięty” (czy tego w ogóle ktoś używa?!). Także Adobe mógłby zachowywać się mniej inwazyjnie, gdyż jego aplet do Creative Cloud ląduje nawet jeszcze wyżej, tuż pod Szybkim Dostępem.

Szybki Dostęp może początkowo konfudować, gdyż jest teraz hybrydą Często Używanych Folderów i Często Używanych Plików oraz dawnej listy w lewym panelu Eksploratora. Na dodatek, producent sytemu, naszym zdaniem, popełnił błąd funkcjonalny, sprzęgając tę listę z listą pod prawym klawiszem ikony Eksploratora na Pasku Zadań, które były dotychczas niezależne. Nieświadomy użytkownik, nauczony przecież jednolitym zachowaniem poprzednich trzech wersji systemu w tym względzie, może nie zauważyć, że zmiana w jednym miejscu dokonuje podmiany w obu! Aż chce się zakrzyknąć: Leo, Why?!

Nie uważaliśmy, aby menu kafelkowe na całym ekranie, jak w Windows 8.1, było złym rozwiązaniem, bo nie było. Teraz jest chyba gorzej. Wprawdzie można uruchomić Menu Start na całym ekranie (ale nie pytajcie nas, gdzie oni ukryli ten feature, bo tego nikt nie pomni!), ale wtedy traci się te dwie boczne listy Najczęściej Używane Programy wraz z listą podręcznych miejsc (które też gdzieś się ustawia, ale mareksy sobie raz ustawił, jest zadowolony, więc zapomniał i nie powie). Dziwne to posunięcie, w stylu: mamy więcej miejsca na całym ekranie, więc wywalimy boczne listy, tak ściśnięte, gdy Menu jest w wersji rozwijalnej.

Microsoft poradził sobie wreszcie z funkcją Hover X-mouse, dawniej zaszytą w słynnych Power Toys, zrobionych po godzinach w Microsofcie, teraz więc da się przewijać rolką myszki także w oknach, które nie są aktywne i nie trzeba instalować już Kat Mouse znanej niemieckiej programistki. Jednak Eksplorator nadal gubi się z zapamiętywaniem stosów okien i ich pozycji wraz z wielkością, więc bez równie słynnego ShellFolderFix, o którym już pisaliśmy na blogu Creamteam Branding & Advertising Design Studio, się nie obejdzie.

 

Im dłużej przyglądamy się zadowolonej minie naszego kreatywnego, który za nic nie chce oddać nowego systemu (bo pracuje mi się jeszcze szybciej, a myślałem, że to już niemożliwe), tym bardziej jesteśmy zdziwieni ogólnemu wrażeniu, że Windows… jest praktyczny i w ogóle to system dla panów inżynierów (czytaj, bardzo dobry), ale też… bardzo brzydki… A może nie brzydki (bo, w sumie, jest ładniejszy niż poprzednicy), ale taki kwadratowo przewidywalny i nudny. Jeśli już o tym mowa, kwadratowość wszędzie, ale awatary wciąż, jak Windows 8, zamknięte są w okręgach (na przykład na ekranie startowym), nie wiedzieć, dlaczego (stawiamy na przeoczenie).

Wciąż ten sam styl paska, nieprzerwanie od 2007r.… i dlaczego ikony na nim są jeszcze mniejsze od czasu, gdy już były bardzo małe (Windows 8), a teraz można je tylko jeszcze zmniejszyć, by w ogóle stały się niewidoczne?! Wprawdzie mareksy nad tym myślał i wymyślił, że lepszy taki pasek niż jakieś wyskakujące po łuku menu z katalogami, ale mogłoby by być mniej siermiężnie, ot, choćby tak, jak na karcie Wszystkie Ustawienia (pomijając jednakże fakt, że nie wiadomo dlaczego to okno jest bezprecedensowo szare):
Ustawienia Windows 10… i tylko dlaczego one są na szarym tle?

Nie można się też pozbyć wrażenia, że w nowym Windows marnuje się miejsce.
Cortana wysoka niczym Empire State Building czy Powiadomienia na wysokość ekranu.
Wygląda to źle, nawet jeśli jest praktyczne, bo sprawia wrażenie, jakby programiści dali się ponieść lenistwu, jakby, dbając o wygląd Windows w niskich rozdzielczościach ekranów (odwieczna choroba Microsoftu), nie wymyślili dobrego sposobu na monitory o rozdzielczościach wyższych, więc machnęli na to wszystko ręką:Windows 10 Typowe problemy z gospodarowaniem miejscem
A dalej, dlaczego ekran startowy, ten z tym oknem świecącym niczym droga do światła w tunelu, którą widzą umierający, jest rozpikslowany! Dzisiaj mamy świat dużych monitorów, a to wysiada przy 1920 pikselach! Microsoft ma Bing z obrazami HD, ale w kompozycjach daje rozpikslowane obrazki tła. Serio?!
Na dodatek ten ekran startowy, jeśli jeszcze możemy do niego wrócić, to psychologiczna niedoróbka, sprawia, że faktycznie człowiek czuje się, jakby umierał i dążył do światła w tunelu! Pożałowano w centrali na dobrego designera, który by wytłumaczył, dlaczego ta kompozycja jest dołująca?
Nasza nadworna artystka, Isza z www.ireny.cz, właścicielka Wytwórni Wyrafinowanych Wizerunków, skomentowała to tak: jakby to niespełnieni programiści-graficy zrobili. Coś w tym jest, bo nawet mareksy kręci nosem:Win 10 Desktop

Wciąż też Microsoft nie nauczył się polskiego i nie rozumie, że system jest nasz.
Nie mamy umowy leasingu czy wypożyczenia, mamy konsumencką transakcję kupna-sprzedaży, ewentualnie darowizny. W takiej sytuacji jesteśmy u siebie, a ten jak durnowaty wciąż Witamy i Witamy!
Kto, kogo, Drogi Microsofcie!

 

I tylko na koniec zostaje pytanie, dlaczego Microsoft pozwala sobie w swoim całkiem niezłym produkcie na takie niedoróbki, gdy walczy z ładnym systemem Apple i mogącym ładnie wyglądać praktycznym Ubuntu? Właśnie, dlaczego?

 

_

Czytaj też o oprogramowaniu na blogu Creamteam Branding & Advertising Design Studio następujących artykułach:

1 Pingback/ Trackback