Na dziesiątego kwietnia

Słyszę głosy.
Cokolwiek myślisz w tej chwili, wiedz, że się mylisz!
Mówiąc jednak po francusku, alle (do rzeczy)!

Głosy te pochodzą zewsząd (i raczej z zewnątrz), więc mam nadzieję, ze mną raczej wszystko w porządku. Głosy to oburzone, potępiające jakość dziennikarstwa polskiego.

Przyznam, że się nie dziwię. Poziom dziennikarskiego tałatajstwa jest już niemal nie do ogarnięcia, za chwilę trzeba będzie sobie także redakcje wykreślić z CV, tak jak teraz wypada nie przyznawać się do pracy w reklamie (na marginesie, temat, który poruszyłem w trakcie debaty na Uniwersytecie Wrocławskim).

Tym gorzej znosi się ten poziom pisarstwa, depresyjny jak Niderlandy, że dziennikarstwo niskich lotów robi się bardzo bezczelne, tu i ówdzie karząc sobie płacić za wybrakowane językowo produkty:

Czytajmy dalej