Mają rozmach…

Co ma wspólnego spowolnienie ruchu obrotowego Ziemi przez wielką tamę w Chinach z dbałością Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej (MPiPS) o dobro pracowników „zatrudnionych” w Polsce na umowach o dzieło?
Pozornie nic, bo przecież większe głupoty przychodzą człowiekowi do głowy— większe niż czytanie gazetowych newsów i zestawianie ich ze sobą—gdy wielkość człowiecza wystawiona zostanie na małego „mikroba” grypy.
Coś wspólnego mieć jednak muszą, skoro o nich wspominam w jednym miejscu, mam więc nadzieję, że znajdziesz odpowiedź na postawione pytanie, nim ten komentarz do sytuacji bieżącej się skończy. To zaczynajmy!

Mikrob

Sprawa tamy jest prosta. Jak zauważył jeden z komentujących tego newsa (przecież wiesz, że czytam komentarze). Chińczycy zbudowali sobie tak wielki obiekt budowlany, że może ich unicestwić w wypadku ataku nuklearnego któregoś z sąsiadów czy innych terrorystów. Rozlewisko radioaktywnej wody, powstałe w wyniku takiego ataku, pochłonie spore połacie najbardziej wartościowych ekonomicznie terenów i zepchnie Chiny do czasów świetności Dolnego Zairu, i to na lata świetlne.

Tymczasem, w Polsce, mamy nie gorszych architektów, tyle że od społeczeństwa, i już niedługo także u nas osiągnięcia Królestwa Górnej Volty w najlepszych czasach jego świetności mogą być doświadczeniem nas wszystkich.
Tu uwaga, rzeczywiście nie można odmówić pomysłom MPiPS brawury, rozmachu a nawet zasięgu, wszak już dawno nie widziałem człowieka, który mógłby wykazać się zatrudnieniem na umowę o pracę. Wniosek, słowa tego tytułu muszą dotyczyć dość sporej grupy pracujących: Oskładkowanie umów o dzieło. MPiPS: dla dobra pracujących.
Prawdopodobnie dotyczą też ciebie.

Czytajmy dalej

Subskrypcja Adobe okiem uzależnionego profesjonalisty

Gadać każdy może, i jak wspominaliśmy w artykule Creamteam Branding & Advertising Design Studio, traktującym o identyfikacji miasta Krakowa, nie zawsze jest jasne, co jest celem takiej przemowy, więc nie należy bezkrytycznie przyjmować każdej paplaniny, tylko przez wzgląd na wielkość wypowiadającej się osoby czy wywierany wpływ mówiącego.

 

Rozum trzeba mieć własny.
Mój od jakiegoś czasu podpowiada mi, że moja wielka atencja do oprogramowania Adobe nie spotyka się z należną jej odpowiedzią.
Tu muszę zaznaczyć, że, jak wielu wczesnych użytkowników programów Adobe, uważam takiego Photoshopa czy inDesigna za gwiazdy pierwszej wielkości, które zrewolucjonizowały branżę medialną (niestety, jak reszta starej gwardii, uważam też, że Illustrator faktycznie jest programem dla ludzi z tytułem co najmniej magistra).
Szczególnie Photoshop jest programem niezwykle funkcjonalnym, prostota jego budowy przypomina mi konstrukcję i użytkowanie Kałasznikowa, wszystko z nim można zrobić i zawsze działa. Powiedzmy, że zawsze, bo taka opinia jest uprawniona do wersji 5.5, potem było gorzej, najgorzej jest z CS, a CC to już poważne problemy ze stabilnością działania. Ale nawet one nie były w stanie zmienić mojego dobrego zdania o firmie Adobe.

Co innego sama firma, która, mam wrażenie, wychodzi ze skóry, by zniechęcić do siebie nawet tych najwierniejszych klientów, którzy pamiętają jeszcze jej początki sprzed ponad dwudziestu lat. Ostatnim etapem tej opowieści zdaje się być frontalna zmiana zwyczajów biznesowych—subskrypcja oprogramowania!
Uważam, że subskrypcja Adobe to zło, narzędzie ograniczające prawa konsumenta. Zło porównywalne ze stosowaniem zabezpieczeń DRM w elektronicznych publikacjach (w co także, zauważ, był zamieszany Adobe ze swoją platformą Digital Edition).
Teraz pozwól, że spróbuję ci uzasadnić moje zdanie.

nVidia i Adobe w Creative Cloud

Czytajmy dalej

Dialog mareksego z Vaglą

„Dzięki temu, że się spieramy ja muszę za każdym razem ponownie analizować swoją argumentację, szukać innej drogi wyjaśniania tego, o co mi chodzi, bardziej zrozumiałej, eliminować błędy w rozumowaniu, zainspirowany sporem odkrywać nowe wymiary dyskutowanego zjawiska. Za samo spieranie się przeprosin nie przyjmę. Za rzeczowe dyskusje chętnie dziękuję, a wręcz.proszę się ze mną nie zgadzać częściej.”

Dyskusja z Piotrem Vaglą Waglowskim

Był kiedyś poważny dyskurs pomiędzy kilkoma panami, w tym pomiędzy Piotrem Vaglą Waglowskim po jednej stronie oraz Andrzejem Ludwikiem Włoszczyńskim i naszym dyrektorem kreatywnym mareksym po stronie przeciwnej. Dyskusja ta odbyła się publicznie, na wallu FB tego ostatniego.

Dyskusja o granicach Państwa, po jej zakończeniu, z czasem, okazała się prekursorem dyskursu o samowoli Państwa… i to dlatego nasz mareksy, czytając nowy-stary głos Piotra Vagli Waglowskiego, w obecnym kontekście dotychczasowych działań i zachowań organów Państwa, poczuł się w obowiązku napisać kilka słów, mając wciąż w pamięci tamtą sławetną dyskusję.

Całą wypowiedź mareksego zobacz u nas, na blogu Creamteam Branding & Advertising Design Studio. Co tak poruszyło mareksego sprawdzisz, klikając w obrazek i przenosząc się na łamy NaTemat.
W obu miejscach możesz zostawić swój komentarz i zrób to, bo od biernej konsumpcji gorsza jest tylko obojętność.

Blogosfera

Ponoć dobrze jest pisać o sprawach blogosfery, a przynajmniej tak zalecają tuzy tego środowiska. I jak to zazwyczaj praktyka wskazuje, z uniwersalnymi radami  i radami mniejszych i większych guru różnie bywa, zdarza się, że są one nieprzemyślane lub wybiórczo skuteczne. Przekonajmy się więc, czy warto jest pisać o blogosferze, zobaczmy, czy w ogóle jest o czym pisać. Oto kilka słów o pisaniu w sieci.

Lepiej jest pracować dobrze mówi Creamteam Branding & Advertising Design Studio

Ponieważ sam piszę bloga od 8 lat (www.creamteam.pl/blog, wraz z archiwum pod adresem www.creamteam.biz/blog), widzę więc, co się dzieje wokół.
Przykładowo, piszących merytorycznie i na temat—jak Jacek Lipski*, Zbigniew Brzeziński** czy Andrzej Ludwik Włoszczyński***—niewielu! Takich jak oni, co znają nie tylko łacinę, a jeśli już, to nie tylko podwórkową, niewielu! Mających coś do powiedzenia, niewielu! Takich z  wykształceniem, potwierdzonym umiejętnością swobodnej wypowiedzi na każdy temat, niewielu!

A znających swój język mniej jeszcze, przy czym, zaznaczam, kaleki językowe żyjące z pisania to absolutnie nieprzyjmowalne dla percepcji zjawisko, przede wszystkim, ale nie tylko, w świecie wszechobecnego czerwonego wężyka, który potrafi odwalić pół roboty za takiego piśmiennego inaczej, wystarczy więc tylko zdolność manualna i umiejętność wyboru z podanego zakresu możliwości.
Mnie także zdarzają się błędy językowe, także pomimo czytania po wielokroć już napisanego przez siebie tekstu, ale ja widzę różnicę między słowami odchylenie i norma, tak jak widzę różnicę między stylem wypowiedzi, interpunkcją i ortografią w jednym a gramatyką.
Nie, nie jestem „nazi grammar” (i nie mylmy pojęć), jestem „wychowankiem” najlepszej redakcyjnej Korekty w kraju, rokrocznie zdobywającej ten zaszczytny laur (tu ukłony i wyrazy podziękowań dla pań Korektorek ze Słowa Polskiego, ale także z Życia Warszawy), więc to ty:

Apel do Autora na Antyweb

Czytajmy dalej