Mają rozmach…

Co ma wspólnego spowolnienie ruchu obrotowego Ziemi przez wielką tamę w Chinach z dbałością Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej (MPiPS) o dobro pracowników „zatrudnionych” w Polsce na umowach o dzieło?
Pozornie nic, bo przecież większe głupoty przychodzą człowiekowi do głowy— większe niż czytanie gazetowych newsów i zestawianie ich ze sobą—gdy wielkość człowiecza wystawiona zostanie na małego „mikroba” grypy.
Coś wspólnego mieć jednak muszą, skoro o nich wspominam w jednym miejscu, mam więc nadzieję, że znajdziesz odpowiedź na postawione pytanie, nim ten komentarz do sytuacji bieżącej się skończy. To zaczynajmy!

Mikrob

Sprawa tamy jest prosta. Jak zauważył jeden z komentujących tego newsa (przecież wiesz, że czytam komentarze). Chińczycy zbudowali sobie tak wielki obiekt budowlany, że może ich unicestwić w wypadku ataku nuklearnego któregoś z sąsiadów czy innych terrorystów. Rozlewisko radioaktywnej wody, powstałe w wyniku takiego ataku, pochłonie spore połacie najbardziej wartościowych ekonomicznie terenów i zepchnie Chiny do czasów świetności Dolnego Zairu, i to na lata świetlne.

Tymczasem, w Polsce, mamy nie gorszych architektów, tyle że od społeczeństwa, i już niedługo także u nas osiągnięcia Królestwa Górnej Volty w najlepszych czasach jego świetności mogą być doświadczeniem nas wszystkich.
Tu uwaga, rzeczywiście nie można odmówić pomysłom MPiPS brawury, rozmachu a nawet zasięgu, wszak już dawno nie widziałem człowieka, który mógłby wykazać się zatrudnieniem na umowę o pracę. Wniosek, słowa tego tytułu muszą dotyczyć dość sporej grupy pracujących: Oskładkowanie umów o dzieło. MPiPS: dla dobra pracujących.
Prawdopodobnie dotyczą też ciebie.

Czytajmy dalej